Oto Królestwo Niebieskie... w którym nie ma Boga.
Oto miejsce, gdzie archanioł sprzymierza się z diabłem.
Oto on... Niszczyciel Światów, Miecz Pana, Lewa Ręka Boga.
Nad jego głową znów zawisły ciężkie chmury, a w Siódmym Niebie zaległa głucha cisza... cisza przed burzą.
Oto Daimon Frey
Wiara, Nadzieja, Miłość... To jego grzechy kardynalne
Zaprawdę powiadam Ci: Gdy sięgniesz po tę książkę poznasz kolejne siedem grzechów głównych...
Lecz czy jesteś gotowy?
Telefon milczał.
Cisza w antykwariacie z każdą uciekającą minutą gęstniała niczym dym. Smog znad pogorzeliska. Paskudny, ciężki swąd zawiedzionych nadziei. Asmodeusz siedział przy biurku, starając się nie wyłamywać palców, nie bębnić po blacie, nie bawić się egipskim skarabeuszem, służącym za przycisk do papierów, a szczególnie nie gapić wyczekująco to na komórkę, to na wielki, czarny przedwojenny aparat ze słuchawką przypominającą osobliwego morskiego ślimaka.
A telefony milczały zawzięcie.
Nie – za – dzwo – ni, stukał w rytm przyspieszonego pulsu złośliwy, uporczywy telegraf przeczucia.
Paskudnego jak pogoda w przeddzień Potopu.
Nie – za – dzwo – ni.
Nie – za – dzwo – ni.
Nie – dzwo – ni.
Nie.
Gdyby ta powieść była obrazem, to z pewnością dominowałyby w niej ciemne, nasycone barwy, wzbogacone czerwoną dominantą krwi, a monochramatycznym popiołem, ognistym szaleństwem. Byłoby to dzieło chaotyczne i nieprzeniknione jak Apolyon, przerażające jak nadciagająca apokalipsa. Jak to jest, że Maja Lidia Kossakowska, zamiast pisać, maluje swoje książki?
Nastrój historii, im bliżej końca, zdawał się zagęszczać, dusić niczym powietrze przed burzą. Czy świat zostanie zniszczony?
Po przeczytaniu powieści poszłam na nocny spacer, totalnie odurzona obrazem, który ukazała pisarka. I jednocześnie wdzięczna za możliwość obejrzenia jego. Autorko, dziękuję, że napisałaś tę powieść. A dziękuję zwłaszcza za te kilka stron, które są dowodem na to, że w obliczu boskości wszyscy są równi.
Drugi tom Zbieracza Burz ma wszystko to, co najlepsze w książkach Kossakowskiej. To już nie baśniowa Ruda Sfora, ani przygodowy Zakon Krańca Świata. To ten sam ciężki, przytłaczający klimat oraz doskonały styl, przyprawiony odrobiną ironicznego poczucia humoru, co w Siewcy Wiatru. Jeżeli komuś podobał się Siewca, to Zbieracz Burz z całą pewnością też go zachwyci. Stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że nie wyobrażam sobie dla niego lepszej kontynuacji.