Seria: 
 1  2  3 ...

 1  2  3 ...
Maja Lidia Kossakowska
Zbieracz Burz, t.2

Olga Gromyko
Wiedźma opiekunka, cz.2

Jacek Piekara
Sługa Boży - wyd.4

Maja Lidia Kossakowska
Siewca Wiatru - wyd.3

Olga Gromyko
Zawód: wiedźma cz.2 - wyd.2

Oksana Pankiejewa
Przekraczając granice

Jarosław Grzędowicz
Księga Jesiennych Demonów - wyd. 3

Miroslav Žamboch
Koniasz. Samotny wilk, t.1

William Nicholson
Niewolni

Andrzej Pilipiuk
Norweski dziennik 3: Północne wiatry - wyd.2

Czarna bandera - wyd.1
Jacek Komuda

NAKŁAD WYCZERPANY
data wydania: marzec 2008
ISBN-13: 978-83-7574-000-4
wymiary: 125 x 195
liczba stron: 384
oprawa: miękka
seria: Bestsellery polskiej fantastyki
cena: 29.99
zamów:

Najprawdziwsza morska fantastyka. Mocna jak rum z portowej tawerny, ociekająca namiętnościami, krwią i słoną wodą, jak pokład okrętu w czasie abordażu.
Zbiór opowieści o najgorszych łotrach, piratach i buntownikach, jacy w XVII i XVIII wieku pływali po morzach świata. Ludziach, którzy dusze zastawili diabłu i ladacznicom w zamtuzach, cnotę zaś cisnęli w morze razem z Biblią i… swym byłym kapitanem.
Sześć nowel o złych wodach i przeklętych wiatrach, które gnają potępione żaglowce aż do wrót piekielnych otchłani. Do miejsca, gdzie za wszystkie grzechy czeka bezlitosna kara.
Książka rekomendowana przez prof. Jacka Czajewskiego, jachtowego kapitana żeglugi wielkiej: Wartka akcja, ciekawa intryga, pasjonujące opisy walk i manewrów żaglowców, krwawych zmagań ich załóg, pirackich obyczajów i zaskakujące epilogi każdej z nowel składających się na treść książki, nie pozwalają się od niej oderwać.  Ale ostrzegam - to twarda, męska literatura! Nie dla panienek.

 


Na szlaku chwały, krwi i złota
Jarosław Musiał

Czarny Heban
Jarosław Musiał

Sześćset cetnarów piekła
Jarosław Musiał
Czarna bandera

: Lodowy szkwał
Majtek stał na lodowym polu jakieś trzydzieści stóp od dziobnicy karaki, pochylał się nad wgłębieniem w lodzie, a jego oblicze było blade ze strachu.
Sanders skoczył do niego, potknął się, a Phil w ostatniej chwili wyciągnął do niego rękę. Bartholomeu chwycił ją, łapiąc wraz z uściskiem równowagę, wyrwał dłoń wściekły, że skorzystał z pomocy głuptaka, który w załodze Liona był dziewką do wszystkiego - włączywszy szpetną sodomię pod pokładem.
A potem przebrnął przez śnieg, stanął obok dygocącego Natesa. Spojrzał na to, w co wpatrywał się marynarz, i aż pokręcił głową z niedowierzaniem.
Pod nimi był płytki, wyrąbany w lodzie dół. Niegdyś zapewne wypełniał go śnieg, który stopniał, odsłaniając coś, co wyglądało jak zmutylowane ciało człowieka. Co było w dole? Jak to opisać? Porąbany niemal na kawałki, pokryty zlodowaciałą krwią trup. A najdziwniejsze, że zmarły miał dłonie związane drutem za plecami, a stopy spętane liną i odrąbaną głowę, która w dodatku obrócona była tyłem naprzód. Co za diabeł?
Sanders złapał za ramię i ścisnął rozdygotanego Natesa. Obrócił chmurną twarz w stronę Charliego.
- Spokój, kamraci! - warknął. - To była jakaś egzekucja, zemsta. Być może mieli więźniów na pokładzie. Albo ich szyper był mniej wyrozumiały niż Hands i zdjął im kapelusze z karków razem z łbami.
Sam nie wierzył w tę gadaninę. Jeśli to było ciało skazańca, dlaczego tedy ułożono mu głowę odwrotnie? I po co wiązano razem stopy, a ręce skrępowano drutem? Aby nie wstał z grobu? Do kroćset, co tu się wydarzyło? Co za szaleństwo rozegrało się na uwięzionych w lodzie statkach, że jego pierwszym aktem stały się zamarznięte trupy zabarykadowane w kapitańskiej kajucie, drugim spalony wrak i zwęglone ciała, a trzecim - ten dziwny grób z makabryczną zawartością? Jaka historia powiązała te trzy przeklęte miejsca?
- Tam coś się świeci - rzekł Charlie. - Obok tego ścierwa, kamraci, patrzcie... Niech ja skonam. To złoto!

: Życie bez palców jest niewesołe

Życie bez palców jest niewesołe. To jasne jak słońce, które ni­gdy nie zachodzi nad Port Royal, że nie da się wówczas nie tylko grywać na fecie, czy obmacywać wystawionych na sprzedaż wdzię­ków portowych narożnic. Nie da się także, a może przede wszystkim, zawiązać węzła na kołkownicy statku. A to oznacza pożegnanie z żeglugą po błękitnych wodach. Koniec dostarczania do hiszpań­skich i holenderskich osad pewnych rzeczy tudzież od­bierania stamtąd towarów, których każdy funt przewie­ziony do portów starej ladacznicy Europy zamienia się na jakże miło brzęczące pesety i dublony. Koniec chleba z omastą. Koniec... wszystkiego?
Dlatego dla czcigodnego pana Jamesa Wallisa, szypra
i właściciela dwumasztowej sniggi Speedy Fortune, trud­niącego się przewożeniem – nazwijmy rzecz po imie­niu – kontrabandy ukrytej pod pokładem przed wzro­kiem celników i strażników portowych, utrata jednego palca stawała się bardziej bolesna, niż urwanie połowy kuśki razem z korzeniami.
Niestety, w tej chwili i w obecnej sytuacji strata owa była równie prawdopodobna, jak to, że po sztormie na­stępuje cisza. Wallis siedział bowiem w tawernie Pod Śle­pym Komodorem, przywiązany liną do krzesła, z rękoma ułożonymi na stole, palcami unieruchomionymi między gwoździami wbitymi w równych odstępach w brudny, zalany rumem i winem blat. Sytuacja była nad wyraz przykra i paskudna, a przedstawienie zbliżało do fina­łu, albowiem rosły jak góra i śmierdzący niczym beczka zjełczałego sadła Negr, zwany Tomem, przeciągał właś­nie z lubością i zgrzytem osełką po ostrzu marynarskie­go noża.
Osiem palców! Na zrośniętą piczę świętej Zuzanny! Każdy z nich wart był dokładnie tyle, co rulon złotych, hiszpańskich monet. Osiemset dublonów! Taką sumę Wallis winien był Pietowi Corneliszoonowi Buskenowi, holenderskiemu lichwiarzowi z Rybnego Targu w za­chodniej części Port Royale, człowiekowi równie wyra­chowanemu, co bezlitosnemu, któremu okaleczenie bliź­niego przyczyniało mniej więcej tyle wyrzutów sumienia, co rozgniecenie dorodnego karakana.


Jacek Falejczyk: Fahrenheit
„Czarną banderę” Jacka Komudy rekomenduję z czystym sumieniem wszystkim fanom morskich klimatów, amatorom fantastyki opartej na niesamowitych zjawiskach, normalnie pozostających poza naszą percepcją. Ale nie tylko im. Bez wielkiego ryzyka mogę polecić tę pozycję każdemu, kto poszukuje ciekawej, wciągającej lektury na jesienne czy zimowe wieczory. Czyż nie jawi się kuszącą wizja lektury pirackich opowiadań ze szklanką rumu w dłoni, kiedy za oknem ziąb i plucha? No i pozostaje mieć nadzieję, że autor nie porzuci w najbliższym czasie marynistycznej tematyki i dostarczy nam kolejną porcję morskich opowieści.

Kamil Świątkowski: Przy kominku...
(...) Szlachetność się szlachtuje i spożywa na śniadanie popijając rumem z czaszki wroga.
Czy opowiadania zawierają morał? - nie sądzę.
To opowiadania o moralności konkretnej grupy zawodowej.
Własny kodeks piratów jest równie surowy, co niejasny. Kapitan jest kapitanem tylko z woli swojego ludu, który tak naprawdę wcale go nie lubi i nie zawsze szanuje. Czasem wybór kapitana, to nic innego jak nominacja na kozła ofiarnego i bilet na jednoosobowe safari wśród morskich bestii.


Marta Makieła: Fahrenheit
Nie będę się rozpływać nad kunsztem językowym Komudy, bo robi to chyba prawie każdy recenzent jego książek. Na szczęście nie tylko to autor ma nam do zaoferowania. Wszystkie sześć utworów może się poszczycić bardzo dobrze skonstruowanymi fabułami. Teksty nie dość, że nie są banalne, to jeszcze tchną prawdziwą grozą, i to na dodatek zbudowaną bez użycia gadżeciarstwa. A to naprawdę trudna sztuka. Wszystkie sześć nowel stanowi świetny materiał na ekranizację – jestem pewna, że odpowiedni reżyser i ekipa filmowa zrobiliby z tego film(y) o wiele lepsze od „Piratów z Karaibów”.

Paweł Kontek: NaszeMiasto.pl
Książki Jacka Komudy to zwykle mistrzowskie połączenie opowieści, których nie powstydziłby się Sienkiewicz oraz baśni i legend polskich z XVII i XVIII wieku, które działa na wyobraźnię i stanowi doskonały sposób poznania kolorytu tamtych czasów.
(...) "Czarna bandera" to zbiór opowiadań o przygodach morskich rabusiów, którzy napadają na statki dla chwały, złota i za nic mają prawa ludzkie i boskie. Oczywiście autor nie byłby sobą, gdyby nie ubarwił przygodowej fabuły fantastyką. Mamy zatem króla szczurów, statki obłożone klątwą oraz demony z piekła rodem. I aż łezka w oku się kręci, że twórcy słynnych "Piratów z Karaibów" nie przełożyli na ekran pomysłów Jacka Komudy. Zabawa w kinie byłaby nieporównywalnie lepsza.(...) Czarną banderę" polecam każdemu, kto chociaż raz w życiu chciał być piratem.

Makabrael: Elkander
 Oj tak. Wiele ciekawych historii kryje w sobie "Czarna bandera", a wszystkie pisane z właściwym dla Komudy stylem i wspaniałym stylizowanym językiem. Tu krew leje się tak gęsto jak przekleństwa z ust majtków czy kapitanów, a smaczku dodaje niesamowity klimat grozy, przez który nieraz przejdzie nam dreszcz po plecach. Ale nie bójcie się, piraci to również wspaniali kompani i jeśli pozwolicie im zabrać się na fascynujący rejs po morzach i oceanach Nowego Świata, to gwarantuję, że włos nie spadnie wam z głowy, a czas spędzicie miło i przyjemnie.

Michał 'Saarth' Paduch: Playback
(...) tą książkę przeczytałem z przyjemnością. Może dlatego, że lubię historię pisaną mniej sucho i w sposób jak najbardziej realny ("Jędrku, jam niegodna twych ran całować!" - pisane z pamięci, Sienkiewicz rzecz jasna), jestem fanem epoki i wojskowości jako całej. Tego Komudzie odmówić nie sposób - ma urok i jest i dla historyków, jak i dla przeciętnego czytelnika nawet mimo fachowych nazw z tamtych czasów.
Trzyma w napięciu i nie snuje banalnych opowiastek o bohaterach; jest twardy i męski - tak jak czasy, w których dozwolony był każdy cios, a nawet sugerowany ten poniżej pasa, by tylko przeżyć i dzień dłużej dowodzić pirackim okrętem. To jest siłą książki.

Wojciech Kobza: Gildia
Czytelnik jest świadkiem niezliczonych potyczek pomiędzy statkami, abordaży i walki do ostatniej kropli krwi. Mamy również wgląd w to, co robią piraci, gdy nie... piracą. Czyli ich zajęcia na lądzie. Możemy ich podglądać podczas wielu bardzo ważnych wydarzeń, jak chociażby zebrania rady piratów mogącej obalić lub poprzeć kapitana. Oczywiście, i jak już zostaliśmy przyzwyczajeni przez autora, wszystko to jest okraszone pięknym językiem, Komudzie pióro nie stępiło się i dalej potrafi wspaniale opisywać sceny batalistyczne, nie robi mu różnicy sceneria, czy to step szeroki, czy ocean. Nie gubi się również podczas kłótni, zwad i awantur – codzienności pirackiego życia.
(...) Opowiadania zawarte w tym tomie są rewelacyjne.

Jacek Czajewski: "Żagle", nr 6/czerwiec 2008
Polecamy też miłośnikom przygód karaibskich piratów najnowszą książkę tego autora „Czarna bandera”. Lektura sześciu opowiadań składających się na jej treść przenosi nas na pokłady pirackich statków i do spelunek Port Rogal, rzuca do abordażu na wyładowane złotem hiszpańskie galeony, każe szukać zatopionych skarbów, prowadzi szlakami takich odkrywców jak Dampier, zmusza do brutalnego tłumienia buntu ludożerców na statku niewolników. Wiernie oddane historyczne realia tamtej epoki przeplatają się z fantastyką ówczesnych legend. Takiej ksiązki dawno nie było!

Bartłomiej Paszylk: Newsweek
...krótkie streszczenia nie są w stanie oddać najważniejszych zalet "Czarnej bandery", bo liczy się tu przede wszystkim odpowiednio wystylizowany język, jakim te sześć nowel napisano, interesujący, pełnokrwiści bohaterowie oraz mnogość fabularnych niespodzianek, którymi Komuda sypie z rękawa w każdej z historii. Mógłby coś takiego napisać sam Juliusz Verne - gdyby tylko bardziej lubił kląć i nurzać się w opisach krwawej rozróby.

Michał 'M.S' Smętek: Poltergeist
We wszystkich opowiadaniach niepodzielnie panuje poczucie wszechobecnej beznadziei i niesprawiedliwości. Nigdzie dobro (którego zresztą niewiele jest w tej pozycji) nie triumfuje nad złem, w każdym właściwie opowiadaniu brakuje happy endu, zastąpionego co najwyżej gorzką ironią. Wszyscy, którzy poszukują lekkich, "łotrzykowskich" opowieści w stylu Piratów z Karaibów, mogą poczuć się srodze zawiedzeni - sięgając po Czarną banderę, trzeba przygotować się na spotkanie z bezwzględnym światem, w którym nawet najsilniejsi mogą łatwo polec. Usatysfakcjonowani powinni być za to miłośnicy literatury grozy, ponieważ ich ulubiony gatunek odgrywa istotną rolę w tym zbiorze, głównie za sprawą sił nadprzyrodzonych.

Vampdey: Katedra
Książka ma sporo zalet: soczysty język, esencjonalnie karaibsko-piracki klimat, a przede wszystkim pomysły pod opowiadania. Jacek Komuda w różnych wypowiedziach zapewniał, że nie chce korzystać z ogranych motywów i pragnie stworzyć coś nowego. W dużej mierze mu się to udało. Nie wszystkie pomysły są świeże, bo poszukiwanie Eldorado jest czymś znanym – jednak większość patentów jest ciekawa i klimatyczna. Nieważne, czy chodzi o tajemniczy statek zamknięty w górze lodowej, niewolniczy okręt opanowany przez plemię kanibali wspomaganych przez szamanów, czy klasyczny statek widmo – generalnie treść jest fascynująca.

Wiktoria: Paradoks
„Czarna bandera" to znakomite połączenie fantastyki i horroru. Opowiadania pisane są w klimatach znanych z „Wyspy skarbów", ale elementy nadprzyrodzone wkradają się tu nieubłaganie. To co nieznane tylko czyha, aby wyskoczyć niczym diabeł z pudelka. Morscy bandyci, hulaki, pozbawieni honoru ludzie, jakże barwni - to idealny materiał na książkowych bohaterów, ale słowo daję, nie chciałabym spotkać ich w rzeczywistości. To świat mroczny, z wszystkimi jego atrakcjami. Paskudna rzeczywistość oferująca człowiekowi nic więcej niż kilka chwil zakazanej rozrywki w przeklętym mieście i - prędzej czy później - pewną śmierć na morzu.

Rafał Chojnacki: Carpe Noctem
Jacek Komuda po raz kolejny dał popis niesamowitej wyobraźni. Skonstruował historie barwne, świetnie się je czyta, a co najważniejsze mimo że akcja wszystkich rozgrywa się na morzu, to są one szalenie różnorodne. Jedyne co mają wspólne, to postawy prostych marynarzy z pirackich statków. Szybko jesteśmy w stanie przewidzieć jak się zachowają. Nie dotyczy to jednak bohaterów pierwszoplanowych. Z tych każdy jest inny, każdym targają inne namiętności - jedynie los postawił ich w podobnej sytuacji, na pokładzie pirackiego żaglowca.

Łukasz „Mol” Pleśniarowicz: Valkiria
Bohaterów Komudy zżera bowiem moralna zgnilizna, która wypływa z kart opowiadań. Postaci – w znacznej liczbie mordercy, gwałciciele, podłe łotry po prostu - przewijające się przez teksty budzą czasem po prostu niechęć. Sodomia należy tu do tych lżejszych grzechów. W połączeniu z prostą, ale bezlitosną rzeczywistością życia na morzu, smrodem potu, smakiem krwi oraz gęstą atmosferą brudnych spelun i lupanarów Port Royal, tworzy to fascynujący i niesamowity klimat.
(...) I nawet, jak czasami chciałoby się, żebyśmy się za nic nie mogli domyślić, co będzie dalej, albo żeby niektóre motywy jakoś tam (w znacznie zmienionej konfiguracji, ale jednak) się nie powtarzały, to za niesamowity klimat, szalone morskie przygody i obraz moralnej zgnilizny należą się autorowi gratulacje. Nie trzeba polecać miłośnikom pisarza (takim, co tu ukrywać, jak ja) ani fascynatom morskich opowieści, a jeśli chodzi o wszystkich pozostałych – mam nadzieję, że Was przekonałem. Miłej lektury!

Tigana: Katedra
Napisanie dobrej książki o piratach wymaga od pisarza stylu, który umożliwiłby mu wierne oddanie kolorytu tamtej epoki. I chyba nie będzie wielkiego zaskoczenia, gdy napiszę, że Jacek Komuda wywiązał się z tego zadania wybornie. Tak jak udało mu się na kartach poprzednich książek ożywić Rzeczpospolitą Obojga Narodów, tak teraz wiedzie nas w barwny świat Karaibów. W trakcie lektury nieraz poczujemy powiew morskiej bryzy, usłyszymy wiatr grający na wantach i poczujemy oddech śmierci na ramieniu. A wszystko to w towarzystwie najgorszych łotrzyków, jakich ostatnimi czasy udało się ożywić piórem polskiego pisarza. Są źli, okrutni i bezlitośni, a równocześnie (na swój sposób) uczciwi, honorowi i wolni. Tego ostatniego chyba im najbardziej można pozazdrościć – ciągle w drodze, niemyślący o przyszłości, żyjący chwilą. Dziś bogacze – jutro nędzarze. Królowie życia. Piraci.

Piotr 'Rebound' Brewczyński: Poltergeist
Wrażenia? Powiem krótko: najnowsza książka Jacka Komudy niczym kula armatnia łamie maszty konwencji, roztrzaskuje relingi wyobraźni i pozostawia na pokładzie jedynie krwawe ochłapy zdrowego rozsądku. Jednym słowem – wymiata na całej linii.

Czarna bandera to zbiór sześciu opowiadań osadzonych w realiach znanych z Piratów z Karaibów czy Karaibskiej krucjaty Marcina Mortki. Dziewicze wyspy, zatopione galeony, chętne dziewki, twardzi mężczyźni i tak dalej – znajdziemy tutaj to wszystko... I o wiele, wiele więcej. Myli się bowiem ten, kto myśli, że Komuda idzie na łatwiznę i wykorzystuje popularny ostatnio temat do tego, by zarobić trochę uczciwego złot... uczciwych złotych.

O nie! Panie i panowie, muszę powiedzieć to głośno i wyraźnie: do tej pory nie miałem w rękach zbioru opowiadań, w którym każdy, dosłownie każdy tekst wbijałby mnie w fotel i powalał na kolana – czy to pomysłem, czy klimatem. Ta pora jednak nadeszła i Czarna bandera jest właśnie taką pozycją. Każda opowieść to kawał prawdziwie soczystego "mięcha", w które człowiek wgryza się z prawdziwym apetytem, a kiedy to się kończy, wyje do księżyca z rozpaczy.

Artur "Artut" Machlowski: Valkiria

Do stu beczek marynowanych śledzi! Komuda i tym razem nie zawiódł moich oczekiwań. O ile „z pewną taką nieśmiałością” sięgnąłem po tę książkę (w duchu wzdychając za powrotem sarmackich klimatów), o tyle przyznać muszę, że bawiłem się świetnie zatapiając się w lekturze.
Oto przed nami kreowany jest prawdziwy piracki świat. Prawdziwy, bo daleki od hollywoodzkiego obrazu uśmiechniętych i czarujących dżentelmenów, którzy bronią czci uciśnionych dziewic i posyłają na dno paskudnych korsarzy. W tej książce aż kipi od tabunów śmierdzących rumem łotrów spod ciemnej gwiazdy. Ich obleśne oblicza zerkają na nas z każdej strony. Ich łapy sięgają po nasze sakiewki (sic!) i klejnoty (sic! po stokroć). Pokład śmierdzi szczurzymi odchodami, ranni wyją z bólu, trup ściele się gęsto, a wisielcy tańczą na masztach. Ulice pełne są paskudnych dziewek, oddających swe wątpliwej jakości wdzięki we władanie marynarzy, którzy po wielomiesięcznej morskiej podróży zaznali jedynie bata bosmana (sic!) albo ścisku w kajucie pełnej majtków (sic!).
Komuda bezsprzecznie udowadnia, że jest mistrzem w literackim fachu. Nikt tak jak on, jak nadwiślański kraj długi i szeroki, nie potrafi opisać obrzydliwości, występków i zła tamtych czasów. Te wizje wydają się szalenie prawdziwe... i nie dziwota! Autor garściami czerpie z historycznych źródeł i przedstawia jak było w tamtych czasach.


Krzysztof Pochmara: Katedra
Są wśród was pewnie tacy, którzy pod „Czarna banderą” spodziewają się dostrzec nędzną łajbę zbitą z pomysłów, pozostałych Jackowi Komudzie po skonstruowaniu „Galeonów wojny”. Są pewnie i tacy, którzy zerkną na okładkę i stwierdzą, że nie znajdą pod nią nic ponad statki pełne morskich wilków, pływających w tę i we w tę, palących do siebie na przemian ze sterburty i bakburty. Nic bardziej mylnego! Komuda zadziwia mrowiem pomysłów, jakie wyłowił z marynistycznej konwencji. Pod czarną banderą płynie solidny okręt z ładowniami pełnymi soczystych opowieści, barwnych postaci i przygód.
(...) Komuda umiejętnie lawiruje między thrillerem, horrorem i przygodą. Ta gra konwencjami pozwala mu zaskakiwać – nie raz czytelnik, uwierzywszy w nadnaturalne rozwiązanie zagadki, da się wystrychnąć na dudka, gdy sprawcą draki okaże się hultaj z krwi i kości. I nie raz wpadnie w pułapkę o dokładnie odwrotnej konstrukcji. „Czarna bandera”, choć jest rozrywkową literaturą kalkowaną ze starych jak świat schematów, potr


Elkander Katedra Valkiria Carpe Noctem Gildia Poltergeist Fahrenheit Wirtualna Polska