Marcin Pągowski w końcu zadebiutował. I trzeba mu przyznać, że zadebiutował bardzo udanie. W powieści Zima Mej Duszy autor nie stawia bowiem na wędrówkę nie mającą końca, czy na powtarzane nieskończoną już ilość razy wątki poruszane przez innych pisarzy. Nie mówię, że pomysł jest całkowicie nowy, gdyż długowieczność bohaterów przejawiała się już w wielu utworach. Jednak w taki sposób chyba jeszcze nikt tego nie uczynił....
Akcja powieści rozpoczyna się w karczmie o nazwie dość mało subtelnej - Pod Złym Psem. Główny bohater Hedaard przybywa tam wraz ze swoją towarzyszką Küką. Podczas ich pobytu dzieje się wiele... Przez gospodę przewija się multum postaci i, trzeba tu zaznaczyć, żadna z nich nie jest jedynie szarym nieważnym statystą. Pągowski każdego, nawet mało znaczącego człowieka potrafi obdarzyć niepowtarzalną duszą i usposobieniem. Każdy jest tu charakterystyczny, co przy takim nagromadzeniu wszelakich person ułatwia identyfikowanie. Historia w karczmie u starej znajomej Erien rozgrywa się niczym grecki dramat. Niemal cały czas spędzamy z bohaterem w gospodzie, jednak fabuła nie dłuży się ani o jotę, wręcz przeciwnie, z każdą stroną jest coraz ciekawiej. A to zaledwie kęs z jakże bogatego w przygody życia Hedaarda...
Całość powieści ukazuje nam żywot głównego bohatera w ciągu wielu lat, a może nawet wieków. Z upływem czasu musiał przystosowywać się do panujących ówcześnie obyczajów ludzkości. W ciągu długiego życia musiał zmagać się z wieloma przeciwnościami losu, był wszakże przeklęty dziewięciokrotnie.
Marcin Pągowski jest debiutantem, ale warsztat pisarski ma na poziomie starego wyjadacza. Jego książkę chce się czytać bez końca, a to dopiero początek dobrze zapowiadającej się przyszłości. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej powieści, gdyż tą pochłonąłem nawet się nie obejrzawszy.
Świetny debiut. Polecam wszystkim miłośnikom fantastyki.
Autor: Alan Gajewski










