|
|
|
Kłamca - wyd.1 Jakub Ćwiek
|
 |
|
|
NAKŁAD WYCZERPANY |
| data wydania: |
listopad 2005 |
| ISBN-10: |
83-89011-77-8 |
| ISBN-13: |
XXX |
| wymiary: |
125 x 195 |
| liczba stron: |
272 |
| oprawa: |
miękka |
| cena: |
25.99 |
|
|
Odkąd nie ma Boga, anioły nie grają fair. I to tłumaczyłoby obecność Kłamcy...
Ocalony po szturmie na Valhallę Loki – adoptowany syn Odyna, patron oszustów i zdrajców – postanawia przystać do zwycięzców i staje się anielskim chłopcem na posyłki.
Szybko jednak okazuje się, że w świecie, gdzie zabłąkane, mitologiczne bóstwa bratają się z piekielnymi demonami, niezwykłe zdolności boga kłamstwa służyć mogą znacznie ważniejszym celom. Wyćwiczone sztuczki doskonale dezorientują wroga, a bezwzględność i pogarda wobec regulaminów i zasad czynią go naprawdę groźnym przeciwnikiem zła i występku. Tak przynajmniej sądzą archaniołowie, coraz bardziej zależni od pomocy nowego sojusznika. I może mają rację…
Ale Loki ma własne plany.
|
 |
| : Gdzieś poza czasem
|
|
Na ławie stał kielich. Stał tam pełen, od kiedy pierwsze spośród anielskich oddziałów przysłoniły niebo swymi skrzydłami, i znajdujący się w nim miód nie smakował już tak jak w chwili, gdy został nalany. Po jego powierzchni pływały drobinki kurzu i kilka małych robaczków, musiał więc smakować podle. Mimo to Odyn wypił kielich do dna i nawet się nie skrzywił. Widok leżących obok lin i tej przeklętej pętli, która już za chwilę zaciśnie się na jego szyi, odbierając resztki oddechu, nadawał trunkowi dodatkowego posmaku. Zgniłej słodyczy życia.
Sięgnął po nóż i rozciął rzemienie przy napierśniku. Zdjął go powoli, by położyć obok sznurów. Podobnie uczynił z resztą zbroi.
Po chwili był już nagi. Rzucił przelotne spojrzenie ku zwierciadłu i widok wcale go nie ucieszył. Spoglądał w oczy zamkniętego w ciele siłacza starca. Zmęczonego życiem, ale i przerażonego śmiercią, zagubionego w świecie, który zmienił się w jednej chwili.
|
|
| : Valhalla
|
|
Koń jadącej na czele Walkirii nie był zwykłym zwierzęciem. Rzadko który rumak jest wszak w stanie szybować pod niebem i mienić się przy tym niezwykłym blaskiem niczym spadająca gwiazda. I pomimo że zdolność ta zamierała, gdy tak jak w tej chwili wkraczał na mityczne ziemie, zawsze pozostawała w nim odrobina magicznej niesamowitości. Objawiała się przede wszystkim niezwykle wyczulonymi zmysłami i ogromnym zapałem do walki.
Gdy pierwszy oddział skrzydlatych postaci runął z nieba, rumak Walkirii przystanął na moment. Jego pani, zmęczona łowami, zlekceważyła jednak ostrzeżenie. Uderzyła piętami w boki konia i wplótłszy palce w grzywę wyszeptała zaklęcie. Rumak zgodnie z jej wolą ruszył. Kilka metrów później stanął jednak ponownie. Zestrzygł uszami i parsknął.
|
|
| : Los Angeles
|
|
Loki podniósł karty i westchnął w duchu. Zupełnie nie szło mu tego wieczora. Powiódł wzrokiem po gładkich twarzach współgraczy. A miało być tak pięknie. W końcu anioły nie potrafią blefować. Z ich twarzy zwykle czytał jak w otwartych księgach. Nie może być nic prostszego, myślał, niż ograć anioła w pokera i wygrać parę piór.
Dopiero po pół godzinie gry zorientował się, że przeoczył mały szczegół. Oni czytają w myślach.
Zanim nauczył się blokować swój umysł, minęło następne pół godziny, a potem po prostu miał pecha. Tak się przynajmniej łudził. To dawało szansę, że los jednak się odwróci.
|
|
|
 |
| Michał „Mrozie” Mróz: Enklawa Magii
|
|
Historie opowiedziane w Kłamcy różnią się od siebie na wielu płaszczyznach, jednak oprócz głównych bohaterów łączy je jeszcze jedno: są po prostu dobre. Osobiście bije pokłony przed Ćwiekiem za Galerię i Cichą noc, choć z czystym sumieniem mogę przyznać, że pozostałym nie brakuje do nich wiele. Pełne humoru, ociekające sarkazmem Lokiego i niekiedy naprawdę zaskakujące, sprawiają, że czytelnik przewraca stronę za stroną, oczekując dalszego rozwoju wydarzeń. I nie zawodzi się, gdyż autor nie pozwala akcji zwolnić choćby na chwilę, wystrzegając się przy tym jak ognia długich, poetyckich opisów. Momentami można odnieść nawet wrażenie, ze trzymana w ręku antologia to powieść sensacyjna, a nie tom opowiadań o nordyckim bogu kłamstwa. Historie przedstawione w niektórych z nich są ukazane wg konwencji filmowej, obrazując sytuacje oczami poszczególnych postaci. Zestawione w ten sposób perspektywy niekiedy bardzo ciekawie ze sobą kontrastują, pozwalając czytelnikowi nie tylko mocniej zagłębić się w fabułę, ale także lepiej poznać samych bohaterów. Kolejny plus dla autora.
|
|
| Agnieszka Szady: Esensja
|
|
Opowiadania pisane są bardzo prostym stylem: akcja toczy się szybko, opisy ograniczone są do minimum – ot, żebyśmy wiedzieli, że jest to luksusowa sala balowa lub samotne wzgórze gdzieś na dalekiej Północy. Wiele tekstów dzieli się na krótkie, kilku- czy kilkunastoakapitowe fragmenty, ukazujące punkty widzenia różnych postaci. Drugoplanowi bohaterowie są naszkicowani tylko na tyle, ile wymaga ich udział w akcji, żaden nie zapadł mi głębiej w pamięć. Zresztą i o samym Lokim dowiadujemy się niewiele. Na pewno jest inteligentny i pomysłowy (co wiele razy przydaje mu się w nowej pracy), nie przejmuje się nikim, kocha swoją żonę Sygin, choć to nie czyni go obojętnym na wdzięki innych kobiet. (...) Ogólnie rzecz biorąc, „Kłamca” jest lekką, wciągającą lekturą, którą można polecić zwolennikom fantasy z wątkami sensacyjnymi.
|
|
| Hrabia Sosnechristo: Elkander
|
|
"Kłamcę" można zaliczyć do zacnego grona książek, których siłą jest główny bohater. Loki to postać wyrazista i wielowymiarowa. Bo i kto to widział, żeby taka szycha jak pan kłamstw zostawała bez przymusu (co najwyżej na prośbę) cynglem aniołów? Swoją drogą, ciekawą walutą płacą aniołowie - swoimi piórami. A Kłamca wysoko ceni swoje usługi. Po kilku pierwszych stronach lektury może Wam się wydać, że Loki jest kolejnym bezwzględnym służbistą. Nic bardziej mylnego! Kłamca, wbrew pozorom, ma ludzkie uczucia. Nawet całkiem sporo (choć wciąż temu zaprzecza). Takim właśnie uczuciem darzy swoją żonę Sygidę, która pozostaje w śpiączce od czasów szturmu na Valhallę. Nie spodziewałbym się jednak, że Jakub Ćwiek zepsuje Lokiego tak, jak zrobił to Sapkowski ze swoim wiedźminem, nadmiernie uczłowieczając i tym samym robiąc z niego przysłowiowe ciepłe kluchy. Nie można też zapomnieć o zleceniodawcach Lokiego. Archaniołowie Michał, Gabriel i Rafael często pomagają swojemu pracownikowi. Z ich pomocy często wynikają bardzo ciekawe rzeczy, a my mamy okazję, żeby się pośmiać. Z czasem jednak zaczną stawać się coraz bardziej zależni od Kłamcy, co raczej nie wróży niczego dobrego. Przecież diabli jedni wiedzą, co może strzelić mu do łba. A może nawet oni nie. Książka została napisana lekkim i przyjemnym językiem. Ponadto sporo tu odniesień do filmów i innych środków masowego przekazu.
|
|
| Maciej Dzierżek: Poltergeist
|
|
Świetnie czyta się opowiadania napisane przez Jakuba Ćwieka. Książka jest bardzo żywa i po prostu wciągająca. Autor przemyślał świat oraz charaktery głównych postaci i konsekwentnie buduje akcję opierając ją na cechach Lokiego i jego pracodawców (anioły!). Zwroty akcji wynikają raczej z przebiegłości bohaterów, niż ze zdarzeń, jakie im się przydarzają. Zapewniam, że reakcja Lokiego na to, co przynosi mu los, bywa zaskakująca. Autor wykazał sporo inwencji wplątując Lokiego w najdziwniejsze sytuacje. Spryt głównego bohatera nie raz wprawia w zdumienie, a on sam, jak i reszta postaci przewijających się przez książkę, to rozmaite indywidua zręcznie przez autora nakreślone. Postacie i fabuła – w tym tkwi siła Kłamcy, jest to fantastyka lekka i rozrywkowa. Znakomicie spełnia swoje zadanie, brak ciężkich wątków zmuszających do refleksji autor wynagradza nam oryginalnym poczuciem humoru i lekkością w opowiadaniu historii.
|
|
| Gabriel Wiktor Kamiński: Portal Księgarski
|
|
|
U Ćwieka zaś króluje pomysł, wszak to zbiór opowiadań, z których każde zaskakuje nowym motywem, sposobem na zaskoczenie czytelnika. Świat jest tu męski, archanioł Gabriel jest zdecydowanym dyplomatą, nie myślicielem, Michał jego prawą ręką i wręcz fanatycznym wojownikiem, któremu nieraz i nie dwa zdarza się nie zwracać uwagi na przypadkowe ofiary. Loki zaś… Loki to zupełnie inna bajka. Jest trochę jak Mordimer Madderdin Piekary. Bezczelny, zakłamany intrygant, dwulicowy drań, korzystający ze swego talentu i zdolności bez jakichkolwiek skrupułów, jednak nie ma w tym żadnej ideologii. Wieloletnie doświadczenie w omamianiu zarówno ludzi, jak i istot nie z tego świata przysporzyły mu wielu wrogów i tylko dzięki wrodzonemu sprytowi zawsze spada na cztery łapy. Loki tuła się po współczesnym nam świecie i za pieniądze lub też anielskie pióra jest w stanie dać maksymalny upust swym jakże przydatnym umiejętnościom.
|
|
| Ewa Białołęcka: Fahrenheit
|
|
|
Pierwszym elementem, jaki przyjaźnie nastawia człowieka, który bierze do ręki książkę Kuby Ćwieka, jest okładka. Nie przeładowana nadmiarem elementów; pistolet zapowiada, że w środku znajdziemy jakąś orzeźwiającą strzelankę, a runy na rękawie płaszcza — magię. Częściowo przysłonięta twarz bohatera pozwala na pewne „niedomówienie” postaci i wyobrażenie jej sobie we własnym guście. Zresztą sam Kłamca ma wiele twarzy...
Wbrew spodziewaniom nie jest to powieść, lecz zbiór opowiadań. Przygody Lokiego pomiędzy pierwszą a ostatnią opowieścią można właściwie pomieszać i ustawić w jakimkolwiek szyku bez szkody dla odbioru. Jeśli można mówić o wadach tej książki, jest nią pewna powierzchowność, z jaką autor traktuje fabułę. Wszystko dzieje się nieco zbyt szybko, a sam Kłamca rozwiązuje kolejne zadania z profesjonalizmem dziesięciolatka rąbiącego po raz enty w „Prince of Persia”. Są też jednak zalety i jest ich, moim zdaniem, więcej niż wad. Przede wszystkim sama postać boga Lokiego jest napisana wręcz wspaniale. Wielowymiarowa, krwista, prezentuje się lepiej niż blade, z lekka papierowe postacie aniołów. (Jedynie psychopatyczny Michał wybija się ponad przeciętność.) Loki — bezczelny łgarz, oportunista i cynik — jest jednocześnie dowcipny i ma mnóstwo wdzięku, a przy tym poprzez jego pancerz od czasu do czasu przebija to, co on sam uważa za słabość: Loki potrafi kochać, Loki bywa sentymentalny. Widać to zwłaszcza w perełce, wybijającej się ponad ciąg sensacyjnych eskapad „Cichej nocy”, będącej pochwałą świąt i rodzinnej miłości. Opowiadanie jest naiwne i słodkie, ale nie pozbawione ciepła, wdzięku i dobrej klasy humoru. Dowcip zresztą przewija się przez wszystkie opowiadania i muszę przyznać, że wszędzie trzyma przyzwoity poziom, a autor co i rusz robi perskie oko do czytelnika: Znasz to? Czytałeś? Widziałeś? Jeśli ktoś nie widział „Terminatora”, nie zapoznał się ze Stephenem Kingiem, „Egzorcystą” czy „Constantinem”, owego mrugania nie dojrzy, ale jeśli zna, ubawi się setnie. Innymi słowy, należy mieć do lektury „Kłamcy” pewną podbudowę, by docenić go w pełni. Osobiście pragnę z tego miejsca podziękować autorowi za scenę ze stron 150 i 151, kiedy nie mogłam się powstrzymać od głośnego, szczerego śmiechu. Mam nadzieję, że w kontynuacji — gdyż wygląda na to, że Loki nie powiedział ostatniego słowa — wady znikną, zalety urosną, a czytelnik będzie mógł spędzić kolejne miłe chwile przy lekturze twórczości Jakuba Ćwieka.
|
|
| Przemysław Romański: Nowa Fantastyka
|
|
|
Nordycki Odyn, słowiański Światowid, grecki Zeus, egipski Anubis i katolicki Najwyższy Pan spotykają się w jednej książce. Koncepcja wymieszania ze sobą różnych mitologii i ich współistnienia (autor nie ukrywa fascynacji Gaimanem) okazała się wybornym pomysłem. Głównym bohaterem jest Loki, bóg kłamstwa, który awansuje na jedną z najciekawszych postaci polskiej literatury fantastycznej. Ten sarkastyczny blondyn daleki jest od postaw nieugiętego herosa, a pojęcie dobrej miny do złej gry nie jest mu obce; jednocześnie ma w sobie coś niezwykłego, coś co urzeka od samego początku.
Książka aż kipi od niesamowitych pomysłów, wliczając w to anioły wykonujące satanistyczne rytuały, dzwonek „Stairway to Heaven” w komórce skrzydlatego czy odniesienia do „Mrocznej wieży” Stephena Kinga — Święty Mikołaj uciekał przez miasto a elf pomocnik podążał w ślad za nim. Ćwiek nie tylko umiejętnie wzoruje się na dorobku uznanych twórców, lecz także udowadnia, że jest autorem wystarczająco dojrzałym, aby tworzyć własną, oryginalną prozę.
„Kłamca” nie jest zbiorem niepowiązanych ze sobą opowiadań. Kluczowe dla fabuły są cztery teksty prezentujące historię Lokiego i jego ukochanej Sygin, ale i pozostałe posiadają wiele wspólnych elementów. Zdarzyła się jedna wpadka („Galeria”), ale jako całość zbiór dostarcza literackiej przyjemności najwyższej próby.
W przypadku „Kłamcy” krótka forma czasem wydaje się więzieniem dla wyobraźni, świetną podróbką obrazu, której jednak czegoś brakuje. Lekarstwem na tę drobną przypadłość może okazać się powieść, która pozwoli — zarówno autorowi, jak i bohaterowi — w pełni rozwinąć skrzydła.
|
|
| Monika Frenkiel: Czytelnia Onet
|
|
|
„Kłamca” Jakuba Ćwieka nawiązuje do znanego już z fantastyki czy twórczości komiksowej (chociażby rodzimej Mai Lidii Kossakowskiej) motywu zniknięcia Boga. Pozostawione same sobie anioły walczą, aby utrzymać świat w ryzach i sprowadzić go na dobrą — w swoim oczywiście rozumieniu — drogę. Ponieważ jednak obowiązują je pewne zasady, robią tak, jak prawnicy całego świata — starają się je obejść. To może niedokładnie kłamstwo, a raczej dyplomacja. Takie postępowanie nie do końca zgadza się z anielskim kodeksem, potrzebny jest więc ktoś, kogo kodeks ten nie dotyczy. Ktoś w rodzaju negocjatora, Brudnego Harry'ego anielskich zastępów, działającego na granicy prawa — lub tuż za nią. Potrzeba, jednym słowem, Kłamcy. Anioły na to miejsce zatrudniają skandynawskiego boga kłamstwa Lokiego, ocalonego w czasie eksterminacji Walhalli.
Jakub Ćwiek jest debiutantem w fantastycznej branży. Jego książka wyszła jednak w serii, która — według mnie — jest wyznacznikiem dobrej jakości, czyli Kuźni Fantastów lubelskiej Fabryki Słów. W „Kłamcy” autor delikatnie i zręcznie miesza dobry humor ze scenami rodem z gansterskiego filmu.
|
|
| Tomasz Kleta: Avatarae
|
|
|
Jakub Ćwiek rozpoczyna całkiem na poważnie, w stylu przypominającym opowiadania Kossakowskiej, kreując ciekawy świat aniołów i pogańskich bogów, którzy musieli im ulec i albo podporządkować się, albo zginąć. Następnie do tego dodany zostaje jeszcze element, który sprawia, że całość nabiera innych barw, staje się po prostu oryginalna. Tym elementem jest humor, przewrotność głównego bohatera i sytuacji. Trzeba przyznać autorowi, że potrafi tą zmianą nastrojów zaskoczyć, wrzucić niespodziewanie dawkę humoru, z którą początkowo, nie wiadomo co zrobić. Potem człowiek przyzwyczaja się do i bawi go chociażby walka Lokiego z jednym z bogów, który ucieka przed nim w stroju Świętego Mikołaja, a ten go goni pod iluzją elfa. Jednocześnie Jakub Ćwiek postanowił nie zmieniać fabuły na czysto humorystyczną, ale lawirować między żartem, a poważniejszą, ostrzejszą fantastyką. Sceny zabawne przeplatają się ze smutnymi, czy nawet gorzkimi.
„Kłamca” to udany zbiór, ciekawy, pełen zaskakujących pomysłów autora, świadczący o tym, że Jabuk Ćwiek powinien nas jeszcze nie raz uraczyć dobrą prozą. Bo po jego opowiadaniach widać, że się rozwija, każde następne jest pełniejsze, lepiej napisane, bardziej interesujące. A ciąg dalszy powinien powstać, bo historia Lokiego nie została zamknięta i można nadal snuć opowieści o jego przygodach i skutecznych, zabawnych i groźnych kłamstwach.
|
|
| Magdalena Gorzelak: Klub Literacki Litera
|
|
|
Miłośnicy mitologii wszelkich narodowości niewątpliwe będą zadowoleni. Na naszym rynku wydawniczym pojawiła się bowiem książka niezwykła, Kłamca Jakuba Ćwieka (2005, Fabryka Słów). Argumentów, na potwierdzenie niezwykłości książki Ćwieka, jest wiele, począwszy od pomysłu na stworzenie powieści, czy raczej zbioru opowiadań, w którym występować będą postaci z różnych mitologii, pośród których na czoło wysuwa się, niewątpliwie najciekawszy bohater mitologii nordyckiej, bóg kłamstwa, Loki, na stworzeniu książki niezwykle spójnej mimo lawirowania między czasami mitologicznymi a współczesnością, skończywszy. Podkreślić należy jednak, iż Kłamca zachwyci nie tylko miłośników mitologii i jej znawców, choć niewątpliwie to oni najbardziej docenią tę pozycję. Każdy znajdzie tu bowiem wszystko, co znaleźć można w naprawdę dobrej książce. Ćwiek zaskakuje nas pomysłowością, umiejętnością ukazywania świata różnych kultur, zarówno współczesnych, jak i tych nieco starszych oraz tworzeniem niespodziewanych zwrotów akcji i przyjaznym czytelnikowi językiem.
|
|
| Robert Siata: Załoga G
|
|
|
Historie, które opowiada autor, pomysłowością naprawdę potrafią zaskoczyć. W każdym opowiadaniu Loki ma do wykonania odrębne zadanie. Nie będę zdradzał wam, w czym Kłamca pomoże Niebieskim, ale gwarantuję, że zadania nie będą należeć do prostych. Z podobnym rozwiązaniem (jedno opowiadanie — jedno zadanie) mamy często do czynienia w literaturze fantastycznej — dobrym przykładem jest chociażby Piekara i jego inkwizytor. Fabuła jest ważna, owszem, ale stosując takie rozwiązanie autor musi pamiętać o czymś równie ważnym, jeśli nie ważniejszym: o bohaterze. I Ćwiek pamięta: bohater jest zdecydowanie jedną z najmocniejszych stron jego opowiadań. Jest tym ogniwem łańcucha, które zadecydowały o końcowej ocenie książki w największym stopniu.
(...)Właściwie książka ma tylko jedną wadę: kończy się zbyt szybko. Uwielbiam takie historie: aniołowie (kto powiedział, że Kossakowska ma mieć monopol na pisanie o Niebieskich?), mitologia, wydarzenia rozgrywające się na kilku płaszczyznach i w różnych światach. I sceny, które zapadają w pamięć (na ten przykład czarna msza z aniołami w roli kapłanów wywołujących demony). Kuba Ćwiek potrafił to wszystko zmiksować wspaniale. Efekt powala.
|
|
| Michał Ratajczak: Carpe Noctem
|
|
|
Poszczególne rozdziały, oprócz pierwszego (nie licząc prologu), który zaznajamia nas z historią wyzwolenia Lokiego, opowiadają o zadaniach, które Kłamca wykonuje z polecenia boskich posłańców. Przez całą książkę przewijają się egipscy, słowiańscy i oczywiście nordyccy bogowie, demony i przede wszystkim aniołowie. Ćwiekowi udało się stworzyć bardzo realistycznych bohaterów, co nie było w tym przypadku łatwym zadaniem. Widać, że autor jest bardzo dobrze obeznany z tematem, którego się podjął. Częste przejścia z jednej religii do drugiej sprawiają, że czytelnikowi trudno oderwać się od lektury.
Styl, w jakim napisana jest książka, jest lekki, czyta się szybko, miło i przyjemnie — autor swoją szansę wykorzystał wyśmienicie. Bardzo łatwo zagłębiamy się w przedstawiane historie, w których Loki musi wykonywać zadania niemożliwe do zrealizowania dla aniołów. Kłamca morduje na zlecenie, chroni ludzi, a także sprząta po pewnych Ślązakach, którym zdarzyło się trochę narozrabiać. Oczywiście nie robi tego za darmo, zawsze ma w tym swój własny interes.
Sporym atutem książki jest na pewno humor, niezbyt nachalny, aczkolwiek obecny od pierwszej do ostatniej strony. Najlepszym przykładem jest sam Loki, którego sarkazm potrafi rozbawić niemal do łez. Jakub Ćwiek bardzo dobrze bawi się w świecie, który sam stworzył, do swojego pisania podchodzi jednocześnie z należytym dystansem, czego efektem są ciekawe nawiązania i motywy, jak anioł z komórką i piosenką „Stairway to Heaven” ustawioną jako jej dzwonek. Podobnych szczegółów mamy tu bardzo wiele.
|
|
| Kamil „Ravandil” Gala: Tawerna RPG
|
|
Główną siłę całości stanowi interesująca wizja zaświatów i bohaterów. Z jednej strony cyniczny i sprytny Loki, owijający powoli zwierzchników wokół palca, z drugiej trójka archaniołów – porywczy i bezwzględny Michał, sprawiający złowrogie wrażenie płonącym tatuażem wokół oka; posłaniec śmierci Gabriel i małomówny Rafael. Mieszanka naprawdę wybuchowa, wręcz prosząca się o cięte dialogi i pełen ironii humor. I tego w książce nie brakuje – mamy tu miejscami sporo czarnego humoru, wartkiej akcji i odrobinę wulgaryzmów, które jednak pasują do ogólnego klimatu opowiadań. Całość napisana jest bardzo przystępnie dla czytelnika, z lekkością i polotem, co sprawia, że bardzo dobrze się to czyta... No właśnie, za dobrze. Strony przerzucamy w bardzo szybkim tempie i zanim się spostrzeżemy, wszystkie opowiadania mamy już za sobą. Pozostawia to uczucie lekkiego niedosytu, ale w żadnym razie nie ma wrażenia, że zmarnowało się czas na lekturę.
|
|
|
|
|
|