|
|
|
Demony - wyd. 1 Andrzej Pilipiuk, Eugeniusz Dębski, Rafał A. Ziemkiewicz, Jacek Komuda, Jacek Piekara, Jarosław Grzędowicz, Maja Lidia Kossakowska, Paweł Siedlar, Eva Snihur, Artur Szrejter
|
 |
|
|
NAKŁAD WYCZERPANY |
| data wydania: |
marzec 2004 |
| ISBN-10: |
83-89011-43-3 |
| ISBN-13: |
XXX |
| wymiary: |
125 x 195 |
| liczba stron: |
448 |
| oprawa: |
miękka |
| seria: |
Antologie |
| cena: |
27.99 |
|
|
|
Każdy człowiek w innym wieku uczy się, że świat nie jest czarno-biały. Ludzie nie zawsze są dobrzy, a demony złe.
Jest ukryta strona. Nie awers i nie rewers, nie tu i nie tam. Kraina szarości i dymu, którą niewielu zna i z której niewielu udało się wrócić. Kraina Prawdy — o ile ma się odwagę przyznać, że prawda naszego umysłu może być tak przerażająca i nieracjonalna.
Nie zabijaj. Nie cudzołóż. Nie kradnij. Bo obudzisz demona...
Ziemkiewicz, Pilipiuk, Piekara, Komuda, Kossakowska, Grzędowicz... Galeria osobowości i galeria opowieści. Każda wyjątkowa i godna wyróżnienia. Każda warta lektury.
Spis treści:
Eugeniusz Dębski - Valca demona
Jarosław Grzędowicz - Obol dla Lilith
Jacek Komuda, Maciej Jurewicz - 36 pięter w dół
Maja Lidia Kossakowska - Więzy krwi
Jacek Piekara - Sierotki
Andrzej Pilipiuk - Czytając w ziemi
Paweł Siedlar - Brzytwą kochanie, brzytwą
Eva Snihur - Zoya
Artur Szrejter - Skrzynia z Zamku Anioła
Rafał A. Ziemkiewicz - Akwizytor
|
 |
| : Obol dla Lilith
|
|
Don’t pay the ferryman,
Don’t even fix the price,
Don’t pay the ferryman,
Until he get you to the other side.
Chris De’Burgh,
„Don’t pay the ferryman”
Jeżeli w wieku dwudziestu siedmiu lat ockniesz się nagle na dworcu, siedząc na ruinie całego dotychczasowego życia, bez grosza przy duszy, pokryty nie swoją krwią, to pewnie ostatnie, czego byś chciał, to spotkać wujka-świra.
Zakałę rodziny.
Ja również nie miałem najmniejszej ochoty spotykać swojego nieszczęsnego siostrzeńca.
Paweł Porębski na razie nie został jeszcze menelem. Jeszcze nie spadł na dno. Ale pojmował przynajmniej, w rzadkich przebłyskach świadomości, że ma do tego cholernie blisko. To bardzo łatwe. Dużo łatwiejsze niż ludzie sądzą. Po prostu samo się dzieje. Jeżeli nie słuchasz już niewyraźnych, wygłaszanych nabzdyczonym damskim głosem komunikatów w rodzaju: „Pociąg osobowy do Koluszek odchodzi z peronu drugiego, tor trzeci”, to znaczy, że nigdzie się nie wybierasz. Jeżeli widzisz tylko nogi od kolan w dół spieszących się we wszystkie strony podróżnych, należących do głównego nurtu życia, bo siedzisz bezmyślnie na twardej ławce peronu, gapiąc się w pokrytą lastrikowymi płytkami podłogę, to znaczy, że siedzisz na dworcu dlatego, że nie masz dokąd pójść. W twojej kieszeni nie spoczywa bilet, a tobół u twoich nóg to nie bagaż, przygotowany w pośpiechu na kilkudniowy wyjazd. Poszedłeś na dworzec, ponieważ nie masz pojęcia, gdzie się podziać. Na dworcu jest jakiś dach, ściany, i nikt nie zwraca uwagi na człowieka, siedzącego na ławce. Te wszystkie nogi, które widzisz zamglonymi oczami, to podróżni. Ludzie, którzy przybyli na dworzec, bo muszą się gdzieś przejechać pociągiem. Mokasyny, półbuty, pantofle, adidasy, szpilki i sztyblety należą do płynących z prądem życia. Ty natomiast znajdujesz się na rafie. Na mieliźnie, przeznaczonej dla rozbitków.
A jeżeli cię to nie obchodzi, to tym gorzej dla ciebie.
Mój nieszczęsny, oszalały z przerażenia, ubrany w upapraną krwią koszulę siostrzeniec wylądował na dworcu nie dlatego, że nie miał gdzie pójść. Chyba początkowo rzeczywiście chciał gdzieś jechać. Chciał uciekać. Bóg jeden wie, dlaczego akurat pociągiem. Ale nie uciekł. Kiedy człowiek wpada w panikę, jego umysł płata najrozmaitsze figle. Panika to przystosowanie ewolucyjne. Kiedy nie ma możliwości walki ani ucieczki i sytuacja staje się beznadziejna, mózg przestaje cokolwiek planować. Kiedy uznaje, że to już koniec, tłucze szkło i wciska wielki czerwony guzik z napisem „Panika”. Wykonujemy wtedy mnóstwo chaotycznych, losowych czynności, bo taktyka i strategia zawiodły, a histeryczna miotanina czasami jednak daje jakieś efekty. A jeżeli nie, to przecież i tak nie ma nic do stracenia. Lepsza taka szansa niż żadna. Ale czasami bezpiecznik nie wytrzymuje i człowiek zawiesza się jak komputer.
|
|
| : Sierotki
|
|
Najpierw poczułem mdlący smród palonego, surowego mięsa. Dopiero później ujrzałem kłęby szarego dymu, które wzbijały się w pochmurne niebo spoza gęstej zasłony drzew. Na samym końcu usłyszałem radosne krzyki. Wstrzymałem konia, gdyż wiedziałem co się dzieje przede mną i wiedziałem też, że jeśli ruszę dalej, to będę musiał ponieść pełne konsekwencje uczynionego wyboru. Ale tak naprawdę nie miałem się nad czym zastanawiać. Moja powinność nakazywała mi sprawdzić, cóż takiego zdarzyło się w miejscu ukrytym za drzewami.
— Mordimer... — usłyszałem za sobą głos Kostucha, gdyż on również domyślał się co się święci.
Pokręciłem tylko głową nie odwracając się w jego stronę i ruszyłem naprzód. Zza pleców dobiegło mnie westchnienie i przytłumione szepty bliźniaków. No cóż, chłopcy chcieli już wracać do Hezu, a ja zamierzałem wpakować ich w nową kabałę. Chociaż mogłem mieć nieśmiałą nadzieję, że wieśniacy palą na przykład mięso zarażonej krowy lub świni. Ale czy w takim wypadku wznosiliby te radosne okrzyki? Zbyt często miałem okazję obserwować ludzi płonących na stosach, by nie wiedzieć, że tak właśnie zachowuje się obserwująca mękę gawiedź. I ku mojemu ubolewaniu nie było w tym nic ze wzniosłej radości wynikającej z ratowania grzesznika, lecz jedynie pusta uciecha spowodowana przypatrywaniem się cierpieniu drugiej istoty.
|
|
|
 |
| Mateusz Budziakowski: Valkiria
|
|
|
Antologia „Demony” jest niewątpliwie interesującą książką. Warto ją przeczytać z tego samego powodu, dla którego warto czytać wszystkie tego typu zbiory opowiadań – każdy znajdzie w niej coś dla siebie. „Fabryka Słów” wykazała się naprawdę niezłym wyczuciem w doborze autorów i opowiadań.
|
|
|
|
|
|