|
|
|
Breslau forever Andrzej Ziemiański
|
 |
|
| data wydania: |
listopad 2008 |
| ISBN-13: |
978-83-7574-073-8 |
| wymiary: |
125 x 195 |
| liczba stron: |
384 |
| oprawa: |
miękka |
| seria: |
Bestsellery polskiej fantastyki |
| cena: |
31.90 |
| zamów: |
|
|
|
Zabójcze śledztwo w zabójczo malowniczym mieście
Staszewski to najlepszy pies wrocławskiej komendy (nie mylić z pieskiem noszącym w zębach teczkę za przełożonym). Prowadzi śledztwo w idiotycznej sprawie, która ciągnie się od lat 30. zeszłego stulecia. Jeden po drugim ginęli zajmujący się nią oficerowie. Nie ma i nie było żadnego podejrzanego.
W przedwojennym Breslau to samo śledztwo rozłożyło na łopatki funkcjonariuszy niemieckiej kripo. W ruinach powojennego Wrocławia – milicjantów obywatelskich. Do czego doprowadzi Staszewskiego? Do spisku, sekty, klątwy, sedna Breslau czy jak poprzedników... do śmierci.
Problem w tym, że ludzie, nie wiedzieć czemu wybuchają, podpalają się albo popełniają samobójstwo w któryś z bardziej tradycyjnych sposobów.
Za każdym razem otaczają się kwiatami. Zawsze towarzyszy im rytuał powtarzalności.
|
 |
|
|
 |
| : Mówi, że nie walczył pod Grunwaldem...
|
|
|
– Spytaj go, jak długo ślęczał nad tą sprawą z Grunewaldem.
Przetłumaczyła:
– Oni pytają, jak długo kochałeś się z Grunewaldem.
Kuger oniemiał.
– Przepraszam, co?! Nigdy nie kochałem się z mężczyzną. Jestem protestantem. Człowiekiem wierzącym. Ja? Z Grunewaldem?
– Co on mówi? – dopytywał się Wasiak.
– Mówi, że nie walczył pod Grunwaldem. I nie można go o to oskarżyć. – Tłumaczka zamyśliła się na chwilę. I dodała: – Cholera. On może mieć rację. Przecież to dość dawno było. Myślicie, że można żyć aż tyle lat?
Miszczuk się zdenerwował. Wasiak ukrył twarz w dłoniach.
– Dziewczyno, gdzieś ty się uczyła niemieckiego?
– No, w Związku Radzieckim. Wywieźli całą rodzinę i pojechaliśmy do kołchozu. Szczęście mieliśmy. Bo innych wieźli... – zawahała się – no, wiecie gdzie.
Obaj skinęli głowami.
|
|
| : Fakty i fotografie
|
|
|
Ziemski wszedł do knajpy idealnie o czasie. Profesjonalista – nigdy się nie spóźniał. Przywitał się z kelnerami, którzy najwyraźniej go dobrze znali. Wymienił jakieś żarciki z kelnerkami. Mariola machała gazetą „Fakty i Fotografie”. Przysiadł się błyskawicznie. Był obsłużony szybciej niż ona - kelner zapytał tylko: „To co zwykle?”. Dostał piwo i „wściekłego psa”. Spytała:
- Czy jest jakaś knajpa, w której pana nie znają? Odpowiedział:
- Z całą pewnością jakaś jest. Wrocław to cholernie duże miasto i takie... bardziej rozrywkowe. - Uśmiechnął się, rozbierając ją wzrokiem. Wiedziała, że go ma. Wiedziała z całą, absolutną, kobiecą pewnością. Była dokładnie w jego typie.
- Chciałabym porozmawiać o pańskiej książce „Breslau...” cośtam.
- Pani od razu do meritum.
- No bo pan patrzy wyłącznie na moje piersi. Roześmiał się i podniósł wzrok.
- Inteligentna pani jest.
- Z tego powodu, że widzę, gdzie się pan gapi? Zaczął się śmiać już całkiem szczerze.
- No, jestem pod wrażeniem.
Rozchyliła dekolt sukienki tak, żeby mógł zobaczyć prawie wszystko.
- Niech pan patrzy. Teraz lepiej?
- Widzę, że „Fakty i Fotografie” zatrudniają wyłącznie fachowców.
|
|
|
 |
| Michał Budak: Carpe Noctem
|
|
Pomysł na fabułę Ziemiański miał naprawdę przepyszny, a co więcej, udało mu się zrealizować go w sposób chyba najlepszy z możliwych- równolegle ukazywał prowadzenie trzech śledztw tej samej sprawy, dzięki czemu potroił dawkę emocji.
(...) Ziemiański bardzo często mruga do czytelnika, czasami wręcz bezczelnie. Jednak mrugnięcia te nie budzą wcale zgorszenia, a przysparzają całkiem sporo zabawy. Zwłaszcza ostatnie kilkanaście stron jest totalną zgrywą, zabawą mającą na celu… No właśnie, to trzeba poczuć na własnej skórze. Zdradzę tylko, że po przeczytaniu ostatniego zdania widziałem przed oczami zataczającego się ze śmiechu Ziemiańskiego, który naigrywa się z biednego czytelnika, próbującego rozgryźć, o co autorowi chodziło.
„Breslau forever” jest godne polecenia. Wciąga bez reszty, zapewniając rozrywkę na bardzo wysokim poziomie.
(...) Było to moje pierwsze spotkanie z tym autorem, ale zaskarbił on sobie moją sympatię i już teraz mogę bez wahania powiedzieć: „Ziemiański forever”.
|
|
| Prowincjonalna nauczycielka: Prowincjonalne Nauczycielstwo
|
|
Wrocław przefiltrowany przez historię i współczesność w pełni zaspokoił moją tęsknotę za tym miastem. Intryga stworzona przez autora, który wplata i siebie w fabułę powieści, angażuje i ciekawi. Z dużą przyjemnością przeczytałam książkę Andrzeja Ziemiańskiego i obiecuję sobie, że spróbuję i innych jego powieści.
|
|
| Wiktoria: Paradoks
|
|
Trzy równoległe strumienie czasu pozwalają nam zobaczyć całkowicie różne, pieczołowicie otworzone światy – tuż przed drugą wojną światową, w jej trakcie oraz współczesny. Przejścia pomiędzy poszczególnymi horyzontami czasowymi są płynne, niemal niezauważalne. Każdy z tych światów jest miejscem zmagań poszczególnych bohaterów. Postaci zbudowano na zasadzie kontrastu, tworząc paletę różnorodnych charakterów.
(...) Wartka akcja, interesujące metody śledcze stosowane przez policjantów poszczególnych, opisanych przez autora, epok oraz mieszanka osobowości nie pozwalają oderwać się od kart powieści. Ciągłe zagrożenie życia, walka Staszewskiego o przetrwanie i prawdę, próby dotarcia do świadków wojennych i przedwojennych wydarzeń – wszystko to trzyma czytelnika w napięciu. Nie zabrakło rzecz jasna, lubianych przez pisarza wulgaryzmów. Jednak żadne ze słów nie jest użyte przypadkowo.
|
|
| Śledztwo: Śledztwo
|
|
To pierwszy w dorobku tego autora kryminał, którego fabuła osadzona jest w trzech planach czasowych. Zaczyna się w przedwojennym Breslau, ciągnie się w powojennym, zrujnowanym Wrocławiu, aby sfinalizować się w czasach współczesnych. (...)
Ziemiański znany jest ze sprawnego pióra i szybkiej akcji. I tym razem nie zawiedzie czytelników, dając opis Wrocławia w trzech epokach i ciekawą galerię typów ludzkich.
|
|
| Agnieszka Mazur: female.pl
|
|
Ziemiański, jak na doświadczonego pisarza przystało, z łatwością bawi się konwencją pogardzając regułami świata przedstawionego. Z lekkością wplata do powieści postać Andrzeja Ziemskiego, który wydał niedawno książkę „Breslau cośtam” i przedstawia go w sposób mocno prześmiewczy. Nie boi się też mieszać rzeczywistości sadzając na tym samym krześle przedstawiciela kripo, milicji obywatelskiej i naszej swojskiej policji.
„Breslau Forever” to rozrywkowa mieszanka kryminału, powieści historycznej i fantastyki, okraszona ciężkim, męskim humorem i zbudowana na solidnym pomyśle.
|
|
| Wojciech Kobza : Gildia
|
|
Takiej powieści już dawno nie czytałem. Cieszy szczególnie fakt dokładnego umiejscowienia jej (pomimo kilku zmian historycznych, o których autor wspomina na początku książki) we Wrocławiu. Również pokazanie miasta w trzech perspektywach czasowych daje ciekawy kolaż, który na długi czas zapadnie w pamięć czytelnikom. Jak zwykle u Ziemiańskiego, czasem padnie jakieś cięższego kalibru słowo, lecz w żadnym wypadku nie jest ono ciśnięte ot tak sobie, ale znajduje się dla niego pełne wytłumaczenie. Warto jeszcze wspomnieć o ilustracjach wewnątrz książki, które stoją na wysokim poziomie i zawsze korespondują z akcją dziejącą się na stronach w ich pobliżu.
„Breslau Forever” to powieść zarówno dla wielbicieli prozy Ziemiańskiego, jak i dla całej rzeszy fanów twórczości Marka Krajewskiego, a także ludzi interesujących się historią Breslau. Wątek fantastyczny jest może o wiele mniejszy niż w poprzednich książkach autora, ale sama fabuła i główni bohaterowie w zupełności to nadrabiają. Gorąco polecam – na zimowe wieczory pozycja idealna!
|
|
| Michał „Wiewiór” Musiał: Valkiria
|
|
Breslau forever zasługuje, w moim odczuciu, na ocenę bardzo wysoką z racji na arcyciekawy pomysł na intrygę, trójtorowo prowadzoną fabułę, bardzo ciekawe i plastyczne (nie mylić z plastikowymi) postaci oraz skorzystanie z Wrocławia jako prawdziwego filaru książki, a nie tylko chwytu, mającego na celu zwabienie do księgarni Ślązaków i sympatyków tego regionu. Na dodatkową pochwałę zasługuje też fakt, że Ziemiański umieścił samego siebie w powieści jako drugoplanowego bohatera – nie starał się z tym nawet kryć (postać ta jest pisarzem, zwie się Ziemski i napisał książkę o fabule zupełnie przypominającej Breslau forever i… lubi duże blondynki o pełnych kształtach – tak, to zaważyło, że każdy odkryje, iż Ziemski to raczej Ziemiański). Koniec końców – wielkie gratulacje dla autora i cicha nadzieja w duchu, że dostanę jeszcze kiedyś dzięki niemu do ręki dzieło na miarę Bomby Heisenberga czy Autobahn nach Poznań.
|
|
| Tomasz „Sir Jedi” Wojnowski: Enklawa Magii
|
|
Ziemiański sprytnie przemycił wiele wątków autobiograficznych w swojej powieści. Niektóre przygody z życia Staszewskiego mają odbicie w realnych zdarzeniach czy osobach. Weźmy na przykład rozmowę Sławka z zastępcą komendanta: to kalka realnej sytuacji, jaką przeżył autor książki. Oczywiście wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe. Zresztą pisarz nigdy nie ukrywał, że inspiruje go życie. Oprócz wstawek autobiograficznych trzeba podkreślić znakomity warsztat pisarza. Ziemiański jest jak wino - im starszy tym lepszy.
Jestem fanem twórczości Wrocławianina i przyznaje, że dostałem to, na co czekałem - świetnie napisaną, wielowątkową książkę, która porywa w podróż po nadodrzańskim grodzie. Jej walory podkreśla wspaniałe wydanie autorstwa lubelskiego wyd. Fabryka Słów, które swoimi "szaroburymi" rysunkami "ubarwił" Grzegorz Domaradzki. Pozycję tę gorąco polecam wszystkim szukającym ciekawej i wciągającej książki. Ziemiański RULEZ.
|
|
|
|
|
|