Seria: 
... 26  27  28  29  30  31 ...

... 26  27  28  29  30  31 ...
Rafał Dębski
Czarny Pergamin

Andrzej Pilipiuk
Norweski dziennik 2: Obce ścieżki - wyd.1

Jacek Komuda
Bohun - wyd. 1

Janusz Cyran
Ciemne lustra

Jerzy Nowosad
Czerwone oczy

Cezary Michalski
Gorsze światy

Maja Lidia Kossakowska
Zakon Krańca Świata, t.2

Milena Wójtowicz
Wrota

Jarosław Grzędowicz
Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy

Jacek Piekara
Świat jest pełen chętnych suk

Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy
Jarosław Grzędowicz

data wydania: lipiec 2006
ISBN-10: 83-60505-01-2
ISBN-13: 978-83-60505-01-4
wymiary: 125 x 195
oprawa: miękka
seria: Bestsellery polskiej fantastyki
zamów:
zamów:
zamów:
Nie wiadomo, czy istnieją niebiosa. Nie wiadomo też, czy istnieje piekło. Jedyne, co jest pewne, to popiół i kurz zalegające piętro wyżej, niebo w upiornie czerwonym kolorze, z przewalającymi się po nim żółtymi i niebieskimi fraktalami.
Tu każdy przedmiot, myśl, uczucie mają swoje Ka – odbicie świata materialnego. Tu pełzają myślokształty, zbierają się skeksy – demony nagłej śmierci, tu przenika zło chcące pożreć, zawładnąć twoją duszą.

Tu wędrujesz ty, gdy nie zdajesz sobie sprawy, że właśnie umarłeś.

Witaj w świecie Pomiędzy!

W najnowszej powieści Jarosław Grzędowicz przenosi nas do krainy Półsnu, znanej z opowiadania “Obol dla Lilith”. Do świata Pomiędzy i pod cierniowy krzyż, na którym wisi rozpięty mnich. Mnich, który poznał tajemnicę tego świata i musiał umrzeć dla niej, pozostawiając swojemu przyjacielowi swoisty testament: sięgaj głęboko i znajduj odpowiedzi.
Zatem przyjaciel zabiera swój obrzyn, dosiada motor BMW i wraca na ulice, na których przetaczają się tylko popiół i kurz.


Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy
Dominik Broniek

Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy
Dominik Broniek

Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy
Dominik Broniek
Popiół i kurz

: Drugi mnich

Droga wyglądała podobnie jak w świecie jawy. Ot, szosa. Tylko tutaj las ciągnący się za poboczami wyglądał inaczej, pełen pokręconych, szalonych Ka drzew, coś czarnego, jak strzępy nicości, śmigało czasem przez światło reflektora.

Jakiś romboidalny kształt podobny do płaszczki przepłynął mi tuż nad głową i pomknął w mrok.

Stali po obu stronach drogi. Najpierw minąłem jednego, potem następnego i kolejnego. U mnie stali tak sprzedawcy grzybów i dziwki. Ci, którzy stali tutaj, po tamtej stronie pozostawili po sobie tylko małe, drewniane krzyże na poboczu.

Nie próbowali mnie zatrzymywać. Nie wiem nawet, czy mnie widzieli. Po prostu stali na poboczu, jakby wciąż nie rozumieli, co się stało, i nie wiedzieli, co robić dalej. Wytrzeszczone, przerażone oczy, jak dziury w białych twarzach, mżące lekko fosforycznym, zielonkawozłotym blaskiem próchna. Z niektórych sączył się lekko dym, widziałem takiego, który ściskał pogiętą kierownicę. Stali wzdłuż drogi.

Witaj w domu.

Podkręciłem gaz. Silnik Marlene turkotał raźno między moimi udami.

Miasteczko wyglądało mniej martwo niż po tamtej stronie. Zupełnie jakby mogło żyć tylko przeszłością. Domy wydawały się większe, jakieś niesamowite, trochę jak ze snu szalonego gotyckiego architekta, a trochę jak z obrazu mistyka prymitywisty. Niektóre chyliły się do siebie, uliczki ginęły w dziwacznej, niemożliwej perspektywie.

Było pusto.

Czasem w martwym oknie mignęła biała, zwiewna twarz, niczym chiński lampion.

Przez rynek przebiegł chłopiec w spodenkach sięgających kolan, tocząc przed sobą obręcz od beczki przytrzymywaną końcem pogrzebacza.

Przejechałem przez plac bardzo powoli.

W górze krążyło stado wron, bombardując mnie upiornym krakaniem.

Przynajmniej brzmiało to jak wrony.

Nie do końca rozumiem, co tu spotykam. Zdążyłem się zorientować, że niemal wszystko ma jakąś duszę, i to często właśnie widziałem. Ka domów, ludzi i zwierząt, a także czasem Ka uczuć i pragnień. Te także wyglądały jakby miały jakieś życie i własną wolę. Czasem, choć rzadko, widywałem istoty, które pochodziły chyba skąd­inąd. Przynajmniej tak to sobie tłumaczyłem. Trudno było je odróżnić, bo niemal każdy przedmiot i istota, jakie spotykałem, wyglądały dziwnie i groteskowo. Nawymyślałem kiedyś nazw, przypisałem tym zjawiskom różne role i usiłowałem zrozumieć, czym są, ale to były tylko teorie.

Ludzie, zwłaszcza zabłąkani tu zmarli, wyglą­dali tak, jak się czuli. Jeżeli chłopiec, który przebiegł ten plac, był jednym z nich, a nie zjawiskiem, które nazywałem „odbiciem”, być może umarł jako starzec, ale postrzegał siebie jako ośmiolatka w krótkich spodenkach. Najczęściej jednak po prostu nie wiedzieli, że umarli.



: Cela

Do wyjścia prowadził mnie kolejny mnich. Młody, krótko ostrzyżony, w habicie z odrzuconym kapturem, o poczciwej, wiejskiej twarzy. Wędrowaliśmy kamiennymi korytarzami, mijając szeregi drewnianych drzwi, posadzka pachniała ostro pastą do podłogi, jak w wojsku.

— Pan znał brata Michała?

Pokazałem mu paczkę.

— To był mój przyjaciel. Od lat.

Pokręcił głową i westchnął.

— Kto by pomyślał... Przecież wcale nie był stary. I tak nagle... jeszcze w kaplicy?

Nie jestem taki głupi, żeby mówić „a przeor mi powiedział, że umarł w łóżku!”.

— Jak to się stało?

— Leżał w kaplicy. Krzyżem.

Mnich rozłożył ręce, jakby chciał zademonstrować, co to jest krzyż.

— Tak go znaleźliśmy.

— Narzekał na zdrowie? Coś go bolało?

— Michał? Nie. Nigdy się nie męczył. Pracował do późna. Zawsze siedział w nocy. Rano w jego celi znaleźliśmy rozsypane papiery, przewróconą szklankę z herbatą, a on leżał w kaplicy. Zupełnie jakby się zerwał, przewrócił krzesło i pobiegł modlić, nawet drzwi nie zamknął. Dziwne... — Mówił pod nosem, jakimś konfidencjonalnym szeptem. Z przeciwka wyszedł na nas inny mnich, niosący pod pachą stertę tekturowych teczek. Mój przewodnik zamilkł na chwilę i poczekał, aż tamten zniknie za załomem korytarza, aż umilknie echo jego kroków. — Przecież nawet nie wiadomo, na co umarł — wyszeptał. — Nawet go nie zbadali. Nikogo nie wezwali. Policji, pogotowia. Tylko naszego lekarza, żeby wystawił akt zgonu.

— Może mi brat pokazać jego celę?

Aż się zatrzymał.

— Przeor nie pozwoli. Tam jest chyba zamknięte.

— Niech brat zrozumie. To był mój przyjaciel. Chciałbym się pożegnać.

— Pan wie, czym się zajmował? Czym my się zajmujemy? — spytał niepewnie, zagryzając wargi, jakby koniecznie chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział, czy może. Tak to odczytałem. Nie pytał przecież, czy wiem, co to jest klasztor.

Rzecz w tym, że nie znałem żadnych szczegółów. Właśnie to, że Michał nigdy nie powiedział mi nic konkretnego, było podejrzane. To, oraz jego tajemnicze podróże, pancerny neseser, z uchwytem przystosowanym do przypinania kajdanek, kamera przed furtą i kuloodporne drzwi. Spojrzałem przewodnikowi prosto w twarz.

— Był historykiem. Archiwistą. — Pudło. Wtem przypomniałem sobie, co rzucił kiedyś od niechcenia, kiedy go wypytywałem, czym się zajmuje. Bodajże usiłowałem mu wmówić, że jest darmozjadem. — Szukał... prawdy.

Mnich zatrzymał się nagle jak uderzony. Zrobił gest dłonią, jakby chciał przyłożyć palec do ust, i przewrócił oczami, wskazując nimi ściany i sufit.

— Ma pan dwie minuty — wyszeptał. — A ja nic nie widziałem. Tędy.


Jacek 'vanderus' Dworzycki: Poltergeist
Autor zaskoczył mnie przede wszystkim pomysłem na realia, w których postanowił ulokować wydarzenia powieści. Świat Pomiędzy jest zdecydowanie najmocniejszą stroną utworu. Przenoszeni jesteśmy w nim gdzieś pomiędzy jawę i sen, gdzie na początek trafiają dusze zmarłych w swej wędrówce przez zaświaty. Na pozór jest mocno zbliżony do naszego otoczenia – te same miasta, te same ulice, te samy lasy. Z tą tylko różnicą, że tam wszędzie wokół czai się groza. Cierpiące zagubione dusze, nieświadome nawet swego losu, oraz wszelakie stwory żywiące się ich odczuciami. W tym świecie nie sposób się nie zakochać.

Maciej Dzierżek: Esensja
Siłą „Popiołu i kurzu” są kunszt, z jakim autor przedstawia historię, oraz ciekawie wprowadzone i oryginalnie wykreowane zaświaty, umożliwiające rozszerzenie mało oryginalnej opowiastki sensacyjnej o wątki typowo fantastyczne. Dodatkowo Jarosław Grzędowicz świetnie operuje słowem, a jego opisy są plastyczne i przemawiają do wyobraźni. Nietrudno wręcz poczuć przeżywaną przygodę, utożsamić się z postaciami czy przywołać w umyśle ukazywane miejsca. Uwagę zwracają także umiejętnie napisane i dynamiczne sceny akcji oraz naturalnie brzmiące dialogi.
Po rozpoczęciu lektury trudno się od niej oderwać – bohater wykreowany przez Grzędowicza obdarzony jest niezwykłą charyzmą i bardzo szybko zdobywa olbrzymią sympatię czytelnika. Śledząc zmieniające się jak w kalejdoskopie wydarzenia, mamy tylko krótkie chwile wytchnienia podarowane nam przez autora. W takich momentach odpoczywa nie tylko czytelnik, ale także (a może przede wszystkim) sam Charon, który zbiera siły przed kolejną akcją.

Michał 'ShpaQ' Laszuk: Terra Fantastica
Najlepszą, poza językiem stroną powieści, jest zdecydowanie kreacja świata. Czytelnik miał okazję poznać świat „Pomiędzy” wcześniej, w "Obolu dla Lilith", który tu pełni rolę prologu. Jednak dopiero "Popiół i kurz" pokazuje rozmach i doskonałość wymyślonego świata. Mieszają się tutaj: religia, szamanizm, najczystszej wody okultyzm, ale też nauka i zdrowy rozsądek. Mieszanka zaiste piorunująca, okraszona w dodatku mistyczną symboliką, która nie pozwala interpretować wydarzeń jednoznacznie. Taka koncepcja świata pociąga też za sobą konieczność dopasowania odpowiedniego nastroju, co również wyszło Grzędowiczowi doskonale. Jest ta specyficzna niepewność, tajemnica i wszechobecne poczucie braku znaczenia czegokolwiek. Liczy się tylko popiół i kurz, bo one, niezależnie od okoliczności, zawsze istnieją i zawsze są prawdziwe. Właśnie w takim świecie przyjdzie naszemu bohaterowi zmierzyć się... właśnie, z czym? Przecież nie są mu straszne dziwne istoty przyciągane przez gwałtowną śmierć, nie straszni mu zmarli, duchy i wiedźmie rytuały. Przyjdzie mu zmierzyć się ze religijnym spiskiem i ze sobą samym.

Monika Frenkiel: Czytelnia Onet
Dla mnie w książce najbardziej przejmujący jest opis pseudożycia świata Pomiędzy. Świata, w którym jedni wiedzą, że umarli, a inni udają, że jeszcze żyją, prowadząc widmowe hotele, posługując się walutą z zeschłych liści i korka, a jeszcze inni walczą. Walczą z tymi, którzy pojawiają się zawsze, chcąc wprowadzać porządek terrorem, bronią i przesłuchaniami.

Joanna Kuhn: Wirtualna Polska
Popiół i kurz można odczytywać na wielu poziomach: jako urban fantasy, powieść o tajnym bractwie religijnym z gnozą i herezją w tle, a może o świecie, który wkraczający w smugę cienia mężczyzna tworzy wewnątrz własnej głowy? Przed oczami czytelnika przesuwają się obrazy rodem z Beksińskiego i Goyi, kadry jak z filmów Wajdy i Hasa. Popiół i kurz jest, poza wszystkim, prozą absolutnie filmową.

Marta Kisiel: Fahrenheit
Wiele elementów składających się na opowiedzianą historię czytelnicy już skądś znają – na przykład kościelny spisek to ani chybi Dan Brown lub któryś z jego epigonów, a Żałobnicy przywodzą na myśl nazgule Tolkiena albo dementorów z serii o Harrym Potterze. Choć to raczej skojarzenia, nie zaś celowe nawiązania. Ale najciekawsze jest odkrywanie raz za razem motywów i wątków stale obecnych w prozie Grzędowicza: przegląd najróżniejszych alkoholi, obrazy Hieronima Boscha, godzina czwarta rano (godzina wilków), tytoń Virginia, wiedźmy i Krąg Binah... Znam to, znam! – zawoła czytelnik, lecz nie będzie rozczarowany. Ucieszy się, że znów trafił do zaklętego kręgu, w którym już kiedyś się znalazł. Rozpozna styl, zabawne metafory, dowcipne dialogi i bez wahania pozwoli im się uwieść.

Wszystkie zalety „Popiołu i kurzu” długo by wymieniać, dlatego poprzestanę na trzech.

Po pierwsze, kreacja głównego bohatera. Charon, podobnie jak Vuko Drakkainen, nie jest magiem ani superbohaterem, nie pstryka, ot tak, palcami i nie wyciąga królika z kapelusza. Wszystko, co robi w świecie Pomiędzy, ma swoje konsekwencje w świecie realnym. Powrót z podróży astralnej zwykle oznacza wizytę u lekarza i kurację, z intensywną terapią włącznie.

Po drugie, opisując zaświaty, autor przemyca sporą dawkę codziennej, szarej rzeczywistości. Sceny rodzajowe bynajmniej nie zapychają dziur między scenami walki.

Po trzecie, świetne ilustracje Dominika Brońka, idealnie dopasowane do klimatu powieści i równie mocno co ona zapadające w pamięć. Dzięki nim, a przede wszystkim dzięki niezmiennie dobremu stylowi Jarosława Grzędowicza gotycki, ponury świat Pomiędzy staje się przerażająco realny, a taki duet w polskiej fantastyce wciąż należy do rzadkości.

JeRzy: Gram.pl
Wizja światów - naszego i tego Pomiędzy - w "Popiele i kurzu" jest przemyślana i intrygująca. Z jednej strony Grzędowicz, skądinąd także znakomity felietonista, potrafi uchwycić irytujące drobiazgi z otoczenia i celnie ubrać w słowa absurdy codzienności. Humorystyczne akcenty wtrącane tu i ówdzie nie tylko nie kłócą się z całością, ale nawet pomagają, gdyż tworzą kontrast dla reszty opowieści. Z drugiej strony autor świetnie sprawdza się w realiach przesiąkniętych grozą. Jego "Pomiędzy" - ni to czyściec, ni to przedsionek piekieł - zamieszkuje galeria upiornych istot pospołu z budzącymi współczucie nieszczęśnikami, zapętlonymi być może na wieczność w swych cierpieniach

Rafał Chojnacki: Carpe Noctem
"Popiół i kurz" to powieść drogi. Czytelnik przemierza różne lokacje, poznaje bohaterów, czasem jest zaskakiwany, innym razem z góry przewiduje mające nastąpić wydarzenia. Z pozoru jest to proza bardzo męska - o broni, maszynach i samotnym twardzielu. Jednak dopracowany styl autora powinien zadowolić każdego amatora niebanalnej rozrywki.
Grzędowicz tworzy doskonałą, oniryczną atmosferę i nastrój grozy. Tajemnicą jego pisarskiego sukcesu jest jednak solidność. Wątki, które wydają się błahe, prowadzą do nieoczekiwanych zwrotów akcji - wszystkie zostają w jakiś sposób zamknięte. Autor niepodzielnie włada stworzonym przez siebie światem, co nie każdemu pisarzowi się udaje. Nie wiem, czy pisarskie drogi zaprowadzą Jarosława Grzędowicza z powrotem do świata Pomiędzy, ale mam nadzieję, że jeszcze nie raz opowie on czytelnikom swoje niesamowite historie.

Monika Frenkiel: Czytelnia Onet
To kolejna świetna powieść Jarka Grzędowicza. Laureat tegorocznych Zajdli ( za opowiadanie „Wilcza zamieć” i powieść „Pan Lodowego Ogrodu”) tym razem w powieść rozszerzył inne swoje opowiadanie, „Obol dla Lilith”, poświęcone tzw. światowi Pomiędzy.

„Popiół i kurz” zdecydowanie należy do powieści grozy, choć nie jest to krwawy horror. Główny bohater to Charon – przynajmniej tak go nazywają w Pomiędzy. Nawiedzony etnolog, wyleczony schizofrenik. Jednak jego niezwykłość polega na tym, że…widzi demony. Na dodatek posiada umiejętność przedostawania się do zaświatów. Nie do nieba czy piekła, ale czegoś w rodzaju przedsionka, gdzie błąkają się zagubione dusze. Zadaniem Charona jest pomóc im przejść tam, gdzie powinny się znaleźć. W zamian za to, jak mityczny Charon, musi dostać obola. To może być cokolwiek – złota obrączka, 50 groszy, obligacje – byleby tylko istniało w realnym świecie.

Rafał 'Ra-V' Błaszczak: Poltergeist
Wartka akcja, pościgi, ucieczka przez dwa wymiary – świat rzeczywisty i świat Pomiędzy, śledztwo, zdradzona miłość, szamanizm, demony i tajne zakony religijne – w niektórych zawodach trudno się nudzić i nie chodzi tu bynajmniej o etnologa. Jak wybrnie z tego bohater najnowszej powieści Grzędowicza? Tego dowiecie się sięgając po Popiół i Kurz, co naprawdę warto uczynić, bo książkę czyta się rewelacyjnie.

Na ostatniej stronie okładki można przeczytać, że Jarosław Grzędowicz to czarodziej słowa. I wiecie co? Naprawdę trudno się z tym nie zgodzić. Interesujący bohaterowie, zwłaszcza Charon, które poglądy na świat i sposoby "egzystencji" momentami są naprawdę kapitalne, ponadto sprawnie opisana akcja i co najważniejsze spójność całości. Jeżeli jakąś rekomendacją dla was może być fakt, że nie wysiadłem z tramwaju na swoim przystanku, bo chciałem doczytać do końca danej "sceny", to tak właśnie było.

Robert Siata: Załoga G
Grzędowicz byłby idealnym kandydatem do roli bohatera Misery Kinga – tego nieszczęsnego pisarza, zamkniętego w chatce na jakimś zapomnianym zadupiu, którego fanka twórczości przykuwa do łóżka i każe pisać. Mam wrażenie, że jakiś sfrustrowany czytelnik pewnego pięknego dnia porwie Jarka, zamuruje go w piwnicy i - tak, tak - każe pisać. Najlepiej bez końca. Opowieści ze świata Pomiędzy albo coś innego. Bo tak naprawdę nie ma znaczenia, co Grzędowicz pisze: za każdym razem robi to fenomenalnie.

Popiół i kurz to kolejna, skonstruowana za pomocą magicznych, prostych, ale jakże urzekających zdań cudowna powieść Grzędowicza dla wszystkich wielbicieli dobrej, intrygujące i plastycznej fantastyki. Hipnotyczne wizje – znów! – rodem z obrazów Boscha, koszmarne potwory z najgorszych snów, groza, rewelacyjny bohater, wyśmienita narracja pierwszoosobowa, interesująca fabuła … Wymieniać dalej?

Co tu dużo mówić, dla wielbicieli fantastyki pozycja obowiązkowa.

Sharn: Valkiria
Powieść rozpoczyna prolog, będący odrębnym opowiadaniem - Obol dla Lilith (antologia Demony, Fabryka Słów 2004). Jest to niejakie wprowadzenie do głównego tekstu o krainie Półsnu, dokąd główny bohater (nie znamy jego imienia i nazwiska) potrafi przenikać. To miejsce, w którym zagubione dusze błąkają się, nie mogąc zaznać spokoju, a on, niczym Charon, przeprowadza je do lepszego świata. Jest tylko jeden warunek – za uwolnienie trzeba zapłacić czymś, co pozostało w poprzednim życiu (niekoniecznie muszą to być pieniądze).

Shadowmage: Katedra
Jarosław Grzędowicz to mistrz budowania nastroju. Prostymi słowami potrafi nakreślić najprzeróżniejsze wizje, które wydają się czytelnikowi niemal rzeczywiste. Sceny dziejące się w świecie Pomiędzy wydawały mi się równie plastyczne, jak te w filmowym „Silent Hill” (porównanie właściwe tym bardziej, że niektóre elementy kojarzyły mi się z tą ekranizacją gry), a przecież takie oddziaływanie na odbiorcę jest w prozie znacznie trudniejsze niż w filmie. W „Popiele i kurzu” niemal namacalna jest atmosfera obcości, niepokoju, zagrożenia. Także fabuła jest bardzo interesująca, nie ma w niej w zasadzie przestojów i dłużyzn, akcja cały czas pędzi do przodu na złamanie karku. Gdy dodać do tego niezwykle lekkie pióro autora, to otrzymuje się w rezultacie książkę, od które nie można się oderwać. Ja pochłonąłem ją w jedno popołudnie, odkładając na bok wszystkie inne zajęcia.

Adam Skowron: Inny Świat
W całej mojej literackiej przygodzie z fantastyką nie zdażyło się jeszcze, bym nie odłożył książki na chwilę przerwy. Żadna nie porwała mnie do tego stopnia, bym rzucił wszystko i oddał się niezmąconej niczym lekturze. "Popiół i kurz. Opowieści ze świata Pomiędzy" sprawiły to. Przetarły szlak, którymi stąpały twardo i bez zawahania. Zabrały mi kilka godzin z życia ofiarowując w zamian niezapomnianą wyprawę do krainy Półsnu. Pokazały walkę po śmierci... o życie. Zrobiły to, co dla innych było nieosiągalne. A gdy wypuściły mnie ze swoich sideł czułem niedosyt. Niedosyt i głód. Taki sam jaki towarzyszy narkomanom uzależnionym od swoich prochów, czy alkoholikom, których codziennie rano widuję pod sklepem. I chciałem jeszcze. Więcej i więcej...

O tym, że Grzędowicz to wirtuoz słowa wspominałem już nie raz i oczywiście podtrzymuję to. Nienaganny warsztat pisarski szlifowany przez lata w Fenixie, procentuje teraz kolejnymi znakomitymi powieściami. Jarek bawi się słowem z lekkością, której pozazdrościć może mu czołówka polskiego Fandomu. Teraz to on jest dżezi (trendy) a reszta jest w jego cieniu.

Jędrzej Bukowski: Poltergeist
Po przeczytaniu pierwszych kilku stron od razu czuć, że książkę napisał Grzędowicz. Jego charakterystyczny styl objawia się w każdym zdaniu. Lekka narracja i czasem wręcz psychologiczne wywody to znak rozpoznawczy autora. Co ważne – całość jest niezwykle sprawnie napisana i następne strony przewraca się z ogromną przyjemnością. Napięcie rośnie z każdą chwilą, co nie pozwala oderwać wzroku od lektury.

Ogromną zaletą książki jest wizja świata, w którym przychodzi podróżować głównemu bohaterowi. Do "świata Pomiędzy" trafiają udręczone dusze tych ludzi, którzy wciąż myślą, że żyją. Oprócz tego znajdują się tutaj różne zjawy czy też swego rodzaju demony padlinożercy – skeksy, które pojawiają się podczas nagłych i gwałtownych śmierci. Rzeczywistość ta charakteryzuje się wszechobecnym popiołem i kurzem. Niejednemu czytelnikowi przejdą ciarki po plecach podczas przemierzania z głównym bohaterem zwykłych z pozoru uliczek w półśnie. Grzędowicz buduje wyśmienity nastrój grozy i zaszczucia.

Ostatnio na ustach wszystkich jest Dan Brown, ze swym kontrowersyjnym Kodem Leonadra da Vinci. Aż strach pomyśleć, co tworzy Grzędowicz. W Popiele i kurzu mamy do czynienia z podróżami astralnymi, mrocznymi rytuałami okultystycznymi, a całość doprawiona jest spiskiem religijnym. Wszystko to odpowiednio wyważone i wymieszane daje piorunujący efekt.


Avatarae Merlin Valkiria Fahrenheit Gildia Esensja Wirtualna Polska Carpe Noctem Poltergeist