|
|
|
Wrota Milena Wójtowicz
|
 |
|
| data wydania: |
lipiec 2006 |
| ISBN-10: |
83-89011-80-8 |
| ISBN-13: |
978-83-89011-80-0 |
| wymiary: |
125 x 195 |
| liczba stron: |
512 |
| oprawa: |
miękka |
| cena: |
28.99 |
|
|
Wydawałoby się, że bycie królewną to niezbyt skomplikowana sprawa. Ale bycie królewną i czarownicą…O, to już jest znacznie trudniejsze! Szczególnie, gdy dookoła czają się groźne demony i „życzliwi” doradcy czekający jakby tu przejąć władzę.
Salianka miała cechy prawdziwej królewny, w tym przede wszystkim próżność, oraz cechę prawdziwej czarownicy – umiała wykorzystywać magię by, osiągnąć swój cel. Jednak najważniejszą cechą Salianki, która ją zdecydowanie wyróżniała wśród innych, były wrota, które zadomowiły się w jej umyśle i stanowiły prawdziwą bramę do piekieł. Otwierały się tylko na „specjalne” okazje by uwięzić wszelkie pomioty zła. Królewna, mając tak ogromny potencjał złych mocy, siała prawdziwy postrach i nic dziwnego, że świadoma swojej władzy zaczęła podbijać sąsiednie krainy. Był jednak pewien mankament. Wrota potrafiły działać bez zgody swojej pani, przejmując niekiedy całkowicie władzę nad jej umysłem i ciałem. Stąd był już tylko krok do opętania, a łatwo się domyślić, co może się stać z krainą rządzoną przez opętaną czarownicę.
Powieść Mileny Wójtowicz nosi wszelkie znamiona bajki. Ale jest to wyjątkowo przewrotna bajka. Królewna wcale nie jest piękna, jej największym zagrożeniem nie są obcy wojownicy, lecz egzorcyści, i nawet żaba podająca się za księcia tak naprawdę jest tylko zaczarowanym pastuchem. A smoki i piękny królewicz? To już całkiem inna historia...
|
 |
| : Ucieczka
|
|
|
Przebudzeniu towarzyszył potworny hałas. Brutalnie wyrwana ze snu królewna chwilę przez miała wrażenie, że świat się kończy i zdążyła nawet zastanowić się, czy ma coś przeciwko temu. Ponieważ nie udało jej się podjąć decyzji, otworzyła oczy, przetarła je i mogła podziwiać, jak wielki tajemniczy wojownik wyrywa najbliższy dąb z korzeniami, wzbijając przy okazji w powietrze masę kurzu, pyłu i próchna, którego część osiadała na okolicy, a część na siedzącej na trawie dziewczynie. Królewna otrzepała się odruchowo, ale nie na wiele to się zdało, bo kolejna chmura brudu poleciała w jej stronę. Mięśniak musiał być Gawarkiem, którego Wrota zgodnie z obietnicą zmieniły w bohatera. Salianka nie miała czasu rozmyślać nad tym zbyt głęboko, bo kiedy kolejna porcja kurzu wleciała jej do gardła, musiała zająć się walką o odzyskanie oddechu. Chwilę trwało zanim zdołała pył wykaszleć.
— Przestań! — wrzasnęła do wojownika.
Poderwała się na nogi, przy okazji radośnie stwierdzając, że Wrota oddały jej ciało, przynajmniej na razie. Siedziały gdzieś na dnie jej umysłu, zmęczone.
— Gawarek, przestań! — wrzasnęła drugi raz.
Usłyszał, puścił pień i podszedł do niej. Królewna musiała przyznać, że Wrota się postarały. Książę przewyższał ją teraz o dwie głowy, w barach był jeszcze szerszy, i wszędzie miał pełno różnorakich mięśni rozrośniętych niemal ponad ludzką miarę. Na jego twarzy malował się spokój, a szeroki uśmiech, bez śladu Gawarkowej pyszałkowatości, budził zaufanie. Od całej postaci biła godność, spokój i siła. Ogólnie był do siebie trochę niepodobny, chociaż dalej miał jasne włosy i błękitne oczy.
— Nie możesz mi mówić Gawarek — powiedział. Głos też miał nowy — głębszy, przyjemniejszy.
— Mogę „głupku”, jak wolisz — odburknęła Salianka.
— Wybacz, czarodziejko, ale chodziło mi o to, że jako tajemniczy wojownik muszę ukrywać swoją tożsamość. Pod tą postacią zwać się będę Ulk.
— Dlaczego akurat tak?
— Krótkie imię, szybko przedstawię się wrogom i będę mógł ich szybko ciąć. I gawiedź łatwiej zapamięta.
Królewna pokiwała głową, uznając trafność argumentacji.
Ruszyli w drogę, niedawna królewna, a obecnie wieśniaczka Salianka i niedawny książę, a obecnie wielki wojownik Ulk. Bohater szedł żwawym krokiem, wypatrując uważnie jakiejś przygody. Pilnował przy tym, by nie oddalać się za bardzo od dziewczyny, którą wciąż bolały nogi, przez co nie radziła sobie z dotrzymywaniem mu kroku. Poza tym Salianka z wolna popadała w przygnębienie, a jak wiadomo takie stany nie wpływają korzystnie na tempo marszu. Dotarło do niej bowiem, że sytuacja z dnia na dzień robi się coraz dziwaczniejsza, ona sama nie ma właściwie na nic wpływu i jedyne co jej pozostało, to trzymać się na powierzchni fali i próbować nie utonąć. W tym akurat miała wprawę, na tym polegało jej życie w Twierdzy. Ale skoro ją opuściła, to owo życie powinno okazać się choć nieco bardziej zajmujące.
Nie minęło wiele czasu, jak królewna całkiem straciła zapał i zaczęła marudzić.
— Daleko jeszcze do Dolin?
— Jeszcze trochę.
— Duże trochę? — drążyła.
— Jakby było za blisko, to kreatury z Twierdzy coraz by nas napadały.
— I tak napadają — zwróciła mu uwagę Salianka. Łupieżcy od pokoleń urządzali sobie wypady na wszystkie sąsiednie tereny, a kiedy już zrabowali wszystko, co przy granicy zrabować się dało, ruszali dalej, niekiedy nawet pod samo miasto Dolin.
— Ale teraz w Dolinach będę ja i mój miecz. Powiedziałaś... Znaczy, czarodziejka mi powiedziała, że nawet setkę wojaków pokonam. Nawet dwustu.
Salianka zapatrzyła się na niego tak, że prawie stanęła.
— Co one z ciebie zrobiły — westchnęła głęboko. Wojownik uniósł brwi ze zdziwieniem, ale królewna nie miała zamiaru rozwijać tematu. Machnęła tylko ręką.
Szli więc dalej, Ulk wypatrując wrogów, Salianka zadumana nad mocą Wrót. Droga była niesamowicie monotonna, dopiero gdzieś koło południa przestała się składać tylko z traktu i drzew rosnących po jego obu stronach. Oprócz drzew zaczęły się pojawiać wielkie szare głazy, pomazane i poryte przez niekulturalnych podróżnych. Pod jednym z takich głazów kuliły się trzy istotki.
|
|
|
 |
| Agnieszka Szady: Esensja
|
|
Dużą zaletą książki jest humor – choć nie tak wyrazisty jak w opowiadaniach i nie występujący na tyle często, bym ze spokojnym sumieniem mogła nazwać „Wrota” powieścią humorystyczną. Zawiera się on zarówno w akcji (momentami bardzo slapstickowej), jak i w sposobie narracji („Wyszła, a za nią Virven z naręczem broni i niania z zimnymi okładami. […] Odprowadzały ich wrzaski Szóstego, któremu właśnie zeskrobywano resztki demona z czubka głowy”), choć to drugie może powodować, że perypetie bohaterki sprawiają wrażenie niepoważnych. Do moich ulubionych należy scena, w której Wrota tłumaczą Saliance, że na starość „zmieni się we wredną jędzę, palącą w piecu małe dzieciaczki”. „Dlaczego dzieciaczki?” „Bo dorośli się nie zmieszczą”. Kto lubi opowieści o Arivaldzie z Wybrzeża i zaczytuje się w książkach ze Świata Dysku, kogo bawi wizja groźnych łupieżców zmuszonych do szorowania szmatą podłogi, na którą weszli w zabłoconych butach, słowem – kto lubi lekką, „baśniową” fantastykę, tego do przeczytania książki Mileny Wójtowicz gorąco zachęcam.
|
|
| Jacek Falejczyk: Fahrenheit
|
|
|
Biorąc do ręki książkę Mileny Wójtowicz, nieznanej mi wcześniej autorki, miałem mieszane uczucia. Nie przepadam za fantasy, a za fantasy stereotypowym w szczególności. Tu zaś spodziewałem się właśnie takiego utworu. Królewna, ratujący ją książę, ucieczka, magia, potwory, czyli klasyczny zestaw. Jednak od samego początku autorka mnie zaskakiwała. Królewna chowająca się podczas burzy pod tronem, ucieczka z własnej twierdzy, Wrota, którym znudziło się przebywanie w jednym miejscu i zapragnęły poznać świat, oraz książę, który co prawda posiadał magiczny oręż, ale ten już dawno przekroczył wszelkie stosowne resursy i magii w nim nie było już za grosz. To wszystko, podane z odpowiednią dawką humoru, w tempie nie pozwalającym się nudzić podczas lektury sprawiło, że książka mnie wciągnęła.
|
|
| Indreju: Inny Świat
|
|
Przed chwilą odłożyłam tę książkę. Z żalem, że to już, że nie można ot tak, sięgnąć po kontynuację i zobaczyć, co jednak było dalej, bo zakończenie to może nie klasyczny cliffhanger, ale prosi się o rozwinięcie - nie chce się wierzyć, że taki będzie koniec. Autorka szybko i sprawnie przywiązała czytelnika do bohaterów, więc rozstanie z nimi nie należy do rzeczy sprawiających przyjemność, ba, budzi sprzeciw. Właściwie to nic w tym dziwnego - postacie są niesamowicie barwne i oryginalne, nawet na siłę nie da się znaleźć im podobnym w innych książkach.
Nicią przewodnią historii jest naprawdę długa droga, jaką królewna ma do przejścia, tak dosłownie, jak i w przenośni. Nie tylko zawędrowała do domu swoich wrogów i by nie zostać rozpoznana przyjęła tam posadę sprzątaczki, ale również, kawałek po kawałku, dowiadywała się, dlaczego i z czyjej winy przypadł jej w udziale taki a nie inny los, co więcej, znajduje też rzeczy i osoby, których nawet nie wiedziała, że szukać powinna. Aż za bardzo przypomina to rzeczywiste koleje losu i nawet to, z czym my mamy na co dzień do czynienia - tam tylko oprawa jest magiczna. Oprócz typowych dla baśni motywów z długą drogą, przygodami, znajdowaniem i traceniem przyjaciół, mamy masę humoru, szczególnie widocznego w dialogach. Rozmowy Salianki z Wrotami, lub królewny z Gawarkiem - nie da się tego opisać, dlatego zachęcam do przeczytania. Chwilami zakrawało to na typową parodię ( np. Hilpa i jej poza księżniczki idealnej, żaba nie pragnąca powrotu do ludzkiej postaci ), ale zawsze idealnie pasowało do historii Salianki, dając też możliwość poznania lepiej jej charakteru.
Jeszcze jedno, chyba najważniejsze. - "Wrota" mają wyjątkowy urok, nie jest to bowiem opowieść jednolicie zabarwiona pod kątem nastroju. Smutek, który opanował kartki mniej więcej po dwóch trzecich całości, przeplata się ze śmiechem i radością, przez co historia jest nam bliższa i bardziej wiarygodna.
|
|
| Monika Frenkiel: Czytelnia Onet
|
|
|
„Wrota” to lekka, humorystycznie napisana powieść, akurat na lato. To zabawna odpowiedź na baśnie, mity i legendy mówiące, że czarownica jest zawsze zła, dobry rycerz nie ma sobie grama diabelskiego charakteru, akażdy książę zaklęty w żabę chce zostać odczarowany.
|
|
| Beata 'teaver' Kwiecińska-Sobek: Poltergeist
|
|
|
Oczywiście powodem mojego dobrego humoru i opryskliwości w stosunku do świata zewnętrznego była treść Wrót. Nie byle jaka, oczywiście. Świetny humor, wartka akcja, niespodziewane zwroty owej akcji i barwne, sprawnie wykreowane postaci to cechy, które zauważa się już na pierwszych stronach książki. Do tego wspaniale zbudowane dialogi i pomysłowe wykorzystanie bajkowych motywów. Opisy, niedługie i treściwe, dają świetny obraz przedstawianego świata. Dialogi, szczególnie Salianki z Gawarkiem, to istne perełki; są inteligentne i przesycone humorem w dobrym stylu oraz zaprawione wyraźnym aromatem ironiczno-sarkastycznym, bynajmniej niewymuszonym. Słowem, 509 stron dobrej literatury.
|
|
|
|
|
|