Seria: 
... 12  13  14  15  16  17 ...

... 12  13  14  15  16  17 ...
Jack Campbell
Zaginiona flota. Waleczny

Anna Kańtoch
Przedksiężycowi, t.1

Robert Cichowlas, Jacek M. Rostocki
Sępy

Miroslav Žamboch
Mroczny Zbawiciel, t.2

Rafał W. Orkan
Głową w mur

Andrzej Pilipiuk
Oko Jelenia. Pan Wilków

Jack Campbell
Zaginiona flota. Odważny

Eugeniusz Dębski
Ostatnia przygoda

Peter V. Brett
Malowany człowiek, księga II

Waleria Komarowa
Jesienne ognie

Głową w mur
Rafał W. Orkan

data wydania: luty 2009
ISBN-13: 978-83-7574-010-3
wymiary: 125 x 195
liczba stron: 360
oprawa: miękka
seria: Asy polskiej fantastyki
cykl: Paramythia Vakkerby
spis cyklu:
cena: 27.99
zamów:

Pokłońcie się, bracia i siostry!
Padnijcie na kolana, dzieci Maszynowego Boga!
Pokłońcie się
Technomagicznemu Zakonowi Braci Konstruktorów, strażnikom Jego.
I płaczcie. A łez nie żałujcie…


Wnijdź w świat ORKAN FANTASY. W gąszcz paramitów. Przypowieści do cna ponurych. Historii z trzewi gnijącego miasta-matni.  Snutych w nieznanym dotąd uszom Twym języku. Opowieści o nędzarzach-szczurojadach i ich Złotorękich panach. O złym losie, miłości i nienawiści. O niewoli w trybach przekładni i kół zamachowych mechanizmu światem zwanego.  

Żal mi was... Tako rzecze Orkan.


Głową w mur

Głową w mur

: Co zrobimy? Łamanko?
Mów, dziwko, bo tracę nerwa!
Kułak bandyty okazał się twardy niczym głaz; Aksa upadła na klepisko. Z jej rozkwaszonych ust wydobył się krwawy bulgot westchnienia, który zaraz przerodził się w niemal bezgłośny szloch.
– Gadaj. No, co jest z tobą? Nie chcesz ty żyć?
Aksa spojrzała spod opuchniętych powiek na swych oprawców. Para największych chyba osiłków, jakich w życiu widziała. Przypominali odarte z futra człekokształtne bestie o spłaszczonych, nieludzkich pyskach i małych oczkach.
Skąd mogli się dowiedzieć? – pomyślała i zaraz otrzymała potężne kopnięcie w brzuch. Przed oczami eksplodowała jej ciemność i Aksa poczuła, jak mocarne ramię ujmuje ją za warkocz, po czym z ogromną siłą podnosi do chwiejnego pionu. Zatoczyła się, lecz trzymający ją mężczyzna nie pozwolił na ponowny upadek.
– Mój kamrat – usłyszała za sobą niski szept i poczuła gorący oddech na karku – opogadał, że straszna z ciebie pepla, jak wychylisz. Czasem jak człek pochleje, to umie wygadywać najgłupsze dyrdymały. Na przykład chwali się, że ma jeden taki kamyk. Drogi kamyczek.
Aksa rozpłakała się na dobre. Nie potrafiła już dłużej powstrzymywać łez napierających na obrzmiałe powieki. Trzymający ją za włosy osiłek z twarzą czerwoną jak miąższ arbuza pchnął bezwładne ciało na ścianę i splunął. Cuchnąca flegma zawisła zielonkawym soplem u nasady jej warkocza, leniwie ściekając za ucho.
– Płacą ci za obciąganie, a nie za gadanie. Widzisz tera jak to jest, kiedy gębą robisz nie to, co trza? Jesteś kokotą, obmierzłą bladzią. A myślałaś ty, żeś jaka gawędziara? Zrypałaś sprawę i tera musisz nam całe wygadać albo ci te długie kulaski poobrywamy.
Bandyci „szczekali” pyskówką – uliczną gwarą Psiego Dołka. Ten, który dotąd ani razu nie zwrócił się bezpośrednio do Aksy, kopnięciem przewrócił krzesło i, ułamawszy jedną z drewnianych nóg, zbliżył się do dziewczyny. Na półzwierzęcej twarzy wykwitł paskudny grymas.
– Wetknę ci to w dupsko, jak nic nie piśniesz. I będę gmerał tak długo, aż zrobię ci marmoladę w brzuszysku.
– Ja jej zara połamię grzbiet – powiedział pierwszy. – I tak nam nic nie wygada. Ani chybi pękłem jej buźkę. Popatrzmy po chałupie jeszcze raz, a nuż sami zniuchamy tego kamyka...
Aksa osunęła się po spękanej ścianie niczym żaba rzucona o kamień. Czuła, że koniec jest bliski i przez moment naszła ją zbrodnicza myśl, żeby jednak wydać kochanka, wyznając całą prawdę. Wiedziała jednak, że w tej chwili nie miało to już znaczenia. Oprawcy i tak ją zabiją, choćby dla zabawy. Właściwie już nie żyła.

: Spłoniesz, spłoniesz, spłoniesz...
Wyłoniły się z szarej mgły. Potworne maszyny, tocząc swe monstrualne cielska na żelaznych gąsienicach, rozpętały pandemonium. Wyrzygiwały w kierunku maszerujących hektolitry roztopionego, niewiarygodnie gorącego ołowiu. Wojownicy z płonącymi mieczami topili się w tych wymiocinach, płonęli w ogniu wypluwanym z rozgrzanych do białości luf, dławili się czarnym, tłustym dymem wydalanym przez odwłoki-kominy, starając się za wszelką cenę przetrwać.
U nasady czaszki zaatakował ją pulsujący, potworny ból. Coś kazało jej przeć wraz z innymi przed siebie, nie bacząc na brodzących we krwi towarzyszy, tarzających się we własnych zmiażdżonych trzewiach, płonących i trawionych kwasem pośród ogłuszającego ryku silników i wplecionej weń kakofonii rozedrganych, agonalnych jęków.
Ból odbierał zmysły, wypełniał każdy mięsień i gwałcił umysł, tętniąc w żyłach, jak gdyby miast krwi wpompowano jej płynny, żywy ogień. Wokół widziała wyjące twarze, strzaskane, beznogie korpusy i strumienie krzepnącej w locie posoki. Lecz wciąż żyła, nadal parła przed siebie, nadal oddychała. W oparach wyrzucanych przez gargantuiczne rury wydechowe widziała bliskie sylwetki maszyn. Skoczyła do ataku. Unikając wirujących ostrzy, dopadła do mechanicznego serca i cięła mieczem bez opamiętania, aż płomienie jęły łapczywie pożerać stalowo-mięsny organ. Ogłuszył ją jęk zawodzącej potwornym zgrzytem maszyny, oślepił nagły błysk.

Jagoda Skowrońska: Grabarz Polski
 Powieść Orkana zasługuje na uznanie jednak nie tylko z uwagi na obrzydliwy i pełen plugastwa, a jednak fascynujący świat, jaki zdołał wykreować i nie tylko z powodu skomplikowanej formy, jaką jej nadał. Zwraca też uwagę umiejętność posługiwania się piórem przez autora (nawet, jeśli dziś piórem owym jest klawiatura komputera).
Język każdej opowieści jest odmienny, dostosowany do dzielnicy, w której rozgrywa się fabuła, a każdy bohater mówi w sposób typowy jedynie dla niego, do kasty, do której przynależy, i do profesji, jaką się trudni. Jakby tego było mało, Orkan stosuje różną narrację – raz pierwszo-, raz trzecioosobową, czasem pisze używając czasu teraźniejszego, częściej – przeszłego.
Jednak typy narracji nie są stosowane zupełnie dowolnie – do każdego bohatera przypisany jest jeden konkretny.
(...) to pierwsza odsłona trzyczęściowego cyklu, mająca nam ukazać tło i głównych aktorów nadchodzących wydarzeń. Krótko mówiąc: ma ona nas przygotować na nadejście „Dzikiego Mesjasza”.


Anna Kańtoch, Michał Kubalski: Esensja
Na początku kręciłam nosem – bo historie proste, przewidywalne i nieco przesadnie, jak na mój gust, sentymentalne (to ostatnie odnosi się głównie do „Miodu z moich żył”). Jednak im dalej, tym lepiej, kolejne opowieści w ciekawy sposób wiążą się między sobą, Byhtra, choć na pierwszy rzut oka może się wydawać typowym złym-dobrym facetem, ma niewątpliwy potencjał, zaś całość zwieńczona została końcówką, która zgrabnie łączy bohaterów i zarazem zapowiada bardzo interesujący ciąg dalszy. No i to miasto… Tutaj zastrzeżeń żadnych już nie mam, Vakkerby jest przytłaczające, dziwaczne i zarazem fascynujące, czyli dokładnie takie, jak powinno być.
Anna Kańtoch

Nieco podobnie, a jednak inaczej: tak, Vakkerby to twór autorski, który wynagradza większość wad tej powieści. Wadami tym są m.in. szwy, widoczne pomiędzy poszczególnymi historiami oraz ich nierówny poziom – taka już cecha powieści „składankowej”. Byhtra owszem, jest sukinsynem o złotym sercu, ale szybko można zorientować się, że jest także niezniszczalny – stąd i trudno martwić się o jego losy. Pewne cechy mieszkańców i samego miasta mogą budzić wątpliwości co do logiki i spójności, a powtórzone ponad 50 razy „Niech mnie utopią w Mrocznicy” – irytację, ale i tak jest to jedna z ciekawszych debiutanckich powieści na polskim rynku. A na rynku jest już kontynuacja – „Dziki Mesjasz”.
Michał Kubalski


Jacek Dukaj: Wirtualna Polska
Głową w mur Rafała W. Orkana to w istocie zbiór opowiadań, tylko że osadzonych w tym samym świecie (tym samym mieście) oraz częściowo powiązanych postaciami i intrygą polityczną w tle. Scenograficznie rzecz jest bodaj najbardziej „klasycznym” polskim New Weirdem. Wypotworzona gigantyczna metropolia magii przemieszanej z techniką, wypotworzeni jej mieszkańcy, wszystko dziwne, ohydne, wykręcone, zhybrydyzowane.
(...) Luźniej się Orkanowi obracają w głowie skojarzenia. To widać już w materiale z Głową w mur; przynajmniej ja widzę. Nie w tym bowiem rzecz, by rozpoznać talent, gdy już napisze swój opus magnum i ślepy go wskaże, orientując się za oklaskami; ale by umieć zawczasu wychwycić te drobne sygnały, znaki zapowiadające. Wielu rzeczy można się z ciężkiej pracy i nabytego doświadczenia nauczyć w literaturze, lecz ze słuchem językowym i oryginalną wyobraźnią zazwyczaj trzeba się po prostu urodzić - i nimi akurat wydaje się Orkan obdarzony. Pytanie: jaki zrobi z nich następnie użytek?
Gdybym koniecznie musiał krótko skwitować tę książkę, rzekłbym, że Głową w mur to w najlepszym razie jego taśma demo.

Tigana: Katedra
Orkan z pietyzmem kreśli obraz metropolii – od cuchnących kanałów, poprzez pełne przemocy dzielnice biedy, aż po luksusowe wille arystokracji. Barwny opis powoduje, że czujemy zarówno smród i degrengoladę, ale również aromat i piękno. Wieczne Miasto Vakkerby sprawia wrażenie żywego organizmu, który zdaje się nigdy nie zasypiać, zamieszkałego przez ludzi, ale i istoty, którym trudno przyznać człowieczeństwo. Świat przestępców, religijnych fanatyków, biedaków i mutantów. Pełen grozy, ale i prawdziwych cudów.
(...) Jednego nie sposób jednak Orkanowi odmówić – unika prostych rozwiązań, a każdy czyn bohaterów, dobry czy zły, ma swoje konsekwencje. I tak, jak w prawdziwym życiu – skutki nie zawsze są zgodne z intencjami.


Tomasz "Sir Jedi" Wojnowski: Enklawa Magii
Już od pierwszej strony uderzył mnie genialny styl, jakim posługuje się autor w swojej powieści. Wszelkie opisy bardzo mocno oddziałują na wyobraźnię – bez problemu w moim umyśle zagościła wizja świata wykreowanego przez Orkana. Elokwentnie dobrane słowa, nietypowa, często groteskowa, sceneria i postaci czynią z tej książki majstersztyk, perełkę polskiej fantastyki. (...)
Powieść jest mroczna i brutalna, choć nietuzinkowość Byhtry i pewne sytuacje nieco łagodzą „smak” książki. „Głową w mur” (...) jest naprawdę wyśmienita i mogę ją polecić każdemu, kto szuka ciekawej lektury na wakacje i nie tylko. Bez cienia hipokryzji stwierdzam również, że to jedna z najlepszych polskich książek fantastycznych wydanych ostatnimi czasy i z niecierpliwością czekam na kontynuację powieści. Jak widać można zadebiutować na bardzo wysokim poziomie.

Krzysztof "Krzyś-Miś" Księski: Paradoks
Orkan świetnie wymyślił wydarzenia, które spotykają poszczególnych bohaterów, ze stalową konsekwencją wykorzystując ich błędy oraz prawdopodobieństwo zachowania się świata przedstawionego wobec ich poczynań. (...) Książka napisana jest bardzo żywym i bogatym językiem. Czyta się ją szybko i przyjemnie, mimo okropności, z którymi się spotykamy. Mamy tu trochę stylizacji, trochę rozważań nad moralnością, ale to wszystko nie zakłóca nam odbioru, wręcz przeciwnie – wartka akcja potrzebuje chwil oddechu, a te zapewnia nam autor. W konsekwencji otrzymujemy dzieło stojące na bardzo wysokim poziomie. Wydaje mi się, że „Głową w mur” może okazać się najważniejszym debiutem ostatnich lat w polskiej fantastyce. Niesamowity świat, ciekawi bohaterowie, intrygujące wynalazki i wartka akcja czynią z niej lekturę obowiązkową. Jestem pewien, że Orkan nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i następne książki jego autorstwa będą nas utwierdzać w przekonania, że mamy do czynienia z ogromnym talentem, z którego, mam nadzieję, wyrośnie wielka postać polskiej fantastyki.

Michał „Wiewiór” Musiał: Valkiria
Co tu dużo kryć – literatury Rafała Orkana nie poznałem nigdy zbyt wiele. Opowiadania, z jakimi miałem okazję się zetknąć nie porwały mnie szczególnie, aż do momentu, kiedy wziąłem do ręki antologię opowiadań Kochali się, że strach. Wtedy mój pogląd na jego twórczość uległ zdecydowanej odmianie – opowiadanie Miód z moich żył sprawiło, że zbiór, w którym jest zawarte, polecam do przeczytania każdemu (nie umniejszając pozostałym dziełom). Kiedy otworzyłem więc nową książkę Fabryki Słów, Głową w mur, prawie zszedłem na zawał.

W pozytywnym tego słowa znaczeniu, rzecz jasna. Bowiem już we wspomnianym przeze mnie opowiadaniu, realia świata wykreowanego przez Orkana niemal powaliły mnie na kolana. Byłem po prostu urzeczony – wbrew temu, co sądziła większość moich znajomych. Z dziką niecierpliwością zabrałem się więc za pochłanianie zbiorku, którego kolejne części układają się w fabułę jednej historii (no, może z wyjątkiem Miodu z moich żył).

Jędrzej "bukins" Bukowski / Maciek "Toudi" Pitala: Poltergeist
W środku znajdziemy sześć opowiadań osadzonych w niezwykle plastycznie opisanym świecie. Akcja toczy się w Wiecznym Mieście Vakkerby, którym rządzą Technomagowie wraz z Arystokratami opływającymi w luksusie. Ci pierwsi prowadzą bardzo dużo eksperymentów z genetyką, a własne niechciane "dzieci" wyrzucają do ścieków. Wszelkie odpadki lądują w dolnej części miasta, gdzie rozgrywa się większość wydarzeń.
(...) Orkan ma talent w wymyślaniu całej masy dziwadeł i mutantów. Ich odmienność jest świetnie zarysowana i wiele razy autentycznie odczuwałem wstręt czy też obrzydzenie podczas lektury. Autor jednak zrywa z symboliką brzydoty utożsamianej ze złem – do wszelkich kreatur zaczynamy czuć nawet sympatię.
Jędrzej "bukins" Bukowski

Rafał W. Orkan ukazuje nam niezwykły świat - olbrzymie miasto, kolosa uginającego się pod własnym ciężarem, które jest scenerią zmagań bohaterów z otoczeniem. Pod względem konstrukcyjnym książka lokuje się pomiędzy powieścią i zbiorem opowiadań - to mozaika pojedynczych opowieści, osnutych wokół trzech głównych wątków, które pod koniec łączą się w całość. Trzy różne postacie, trzy różne charakterystyki i różne języki. Zależnie od tego kim jest i skąd pochodzi postać, mówi ona inaczej, co dodaje książce wiele realizmu i czyni ją bardzo ciekawą. Dzięki temu nie ma się wrażenia że bohaterowie to manekiny, a zmiany są kosmetyczne. Autor podał nam całą paletę ciekawych postaci bardzo charakterystycznych i zapadających w pamięć.
(...) Od samego początku czytelnik jest oszołomiony rozmachem i bogactwem miasta którego klimat przypomina nieco Sin Sity albo Nowe Crobuzon. Ulice są pełne niebezpieczeństw, ale też ukazują bogactwo świata Vakkerby. Skażenie magicznymi odpadami spowodowało, że miasto pełne jest mutantów.
Maciek "Toudi" Pitala

Agnieszka Chojnowska: Wirtualna Polska
Podziemny świat molocha, w którym żyje zdecydowana większość mieszkańców, jest ponury, brutalny, bezwzględny, przytłaczający ohydą i desperacją towarzyszącą skrajnej niekiedy nędzy. Dzięki stylowi, a przede wszystkim językowi, jest też zdumiewająco wiarygodny. Język to obok oryginalnego pomysłu na świat największa zaleta "Głową w mur". Dzięki sugestywnym, naturalistycznym - ale, co ważne, niezbyt mocno, a niezwykle trudno w tym wypadku znaleźć ów złoty środek, za którym jest już tylko niesłużące niczemu epatowanie ohydą – opisom miasto ożywa. A każda z postaci mówi własnym, odmiennym językiem, odzwierciedlającym doskonale jej wiek, status społeczny i doświadczenia życiowe, dzięki czemu dialogi wypadają niezwykle naturalnie. Trudno mi sobie przypomnieć, kiedy ostatnio czytałam polskiego autora, który w tak świadomy, przemyślany i niezwykle sprawny sposób operowałby językiem.

"Głową w mur" udowadnia, że, choć pozornie wszystko już było, można jeszcze zaproponować niezwykle świeże, spójne podejście do fantasy. I niech mnie utopią w Mrocznicy, jeśli nie warto dać się porwać temu orkanowi wyobraźni.

Monika Frenkiel: Onet.pl
"Głową w mur" Orkana to książka o okrucieństwie jednych ludzi wobec drugich, o niewoli, o upodleniu i jednocześnie o sile ludzkiej duszy. Miasto jest pełne brudu, błota, zgnilizny i smrodu – coś jak Gotham City przyszłości – ale ta dusza właśnie sprawia, że dla jego mieszkańców może zabłyśnie iskierka nadziei.

Ponura to książka, pełna tylko mrocznych barw, smutku i nieszczęścia, ale pomimo tego tchnąca jakimś ponadczasowym optymizmem. Może nie warto doszukiwać się tego rodzaju wartości w literaturze ucieczkowej, ale nic nie poradzę, że trudno "Głową w mur" przeczytać bez jakiejkolwiek refleksji.

Bazyl: Tawerna RPG
Świat wykreowany w tej książce zachwyca swoim bogactwem i nietuzinkowością. (...)
Słowa uznania należą się także autorowi za styl. Pisze zajmująco i mimo wprowadzania typowych dla przedstawianego świata pojęć czy terminów, jest zrozumiały. Urzekła mnie także stylizacja wypowiedzi bohaterów na pyskówkę Psiego Dołka. Wybrane słowa w tej konwencji są zrostami lub złożeniami znanych nam wyrazów, a do tego autor garściami czerpie z mowy potocznej i rozmaitych slangów. Czyta się to bardzo przyjemnie i z uśmiechem na twarzy, podziwiając zarówno pomysł jak i samą konstrukcję tego języka.


Wirtualna Polska Valkiria Poltergeist Gildia Fahrenheit